Winna Albania

Nie będę próbować udawać eksperta i wmawiać Wam, że znam wszystkie szczepy na pamięć i umiem jeszcze niczym sommelier kosztować winko. Przyznaję, że „coś tam” wiem, bo miałam okazję kilka lat obserwować miłośnika wina, ale i sama zaczęłam bardziej zastanawiać się co z czym i dlaczego. Pisanie tego tekstu było dla mnie pretekstem żeby dowiedzieć się w końcu czegoś więcej!

Continue reading „Winna Albania”

Słodka Albania

Całkiem niedawno zapraszałam na kawę. Teraz zapraszam na… coś słodkiego, bo desery w Albanii to osobny temat. Cukiernie wyglądają absolutnie obłędnie i wielokrotnie przez kilka minut nie wiedziałam co wybrać, jeśli akurat jakimś cudem nie miałam apetytu na kultowe Trileće czyli biszkopta nasączonego trzema rodzajami mleka z grubą polewą z płynnego karmelu. Ciasto w niektórych krajach bałkańskich robi zawrotną karierę mimo, że pochodzi z Ameryki Południowej. Continue reading „Słodka Albania”

Tirana i co dalej?

Czasy szczęśliwie się zmieniły i pojawia się coraz więcej lotów do Tirany. Zwłaszcza w okresie letnim można wykorzystać sieć charterów, którymi posługują się duże biura podróży i przylecieć do Albanii. Nawet jeśli przylecimy gdziekolwiek indziej, bardzo często przygodę z Albanią zaczynamy właśnie w stolicy. Dziś będzie dużo rad dla osób, które nagle znajdują się w szalonej, albańskiej rzeczywistości i zaczynają przygodę z tym krajem.

Continue reading „Tirana i co dalej?”

Największy albański mit

Atmosfera wokół albańskiej „zemsty krwi” jest gęsta i sensacyjna. Wyobrażenia oscylują wokół mężczyzn z kałasznikowami dybiących na życie oponentów. Zamieszane we wszystko rodziny są tłem, które pogłębiają stereotyp porachunków dzikich plemion. Z drugiej strony pojawia się równie szkodliwy romantyczny mit, który spłyca współczesny obraz sytuacji. Continue reading „Największy albański mit”

10 cech prawdziwego Albańczyka

Chcesz sprawdzić czy jesteś prawdziwym Albańczykiem, a nie „jakimś podrabiańcem”? Lista moich osobistych spostrzeżeń, wynikająca z wieloletnich obserwacji. Oczywiście z przymrużeniem oka 🙂 Continue reading „10 cech prawdziwego Albańczyka”

Jej Wysokość Albania

Tak naprawdę będzie to wstęp. Coś na zasadzie podsumowania pierwszego etapu mojego ostatniego wyjazdu, który wzbudził wiele fajnych emocji. W końcu udało mi się znaleźć trochę więcej czasu na podróżowanie. W sezonie też wykroiłam kilka dni na krótsze wypady, które na pewno posłużą za kanwę do kolejnych albańskich przemyśleń. Continue reading „Jej Wysokość Albania”

Albania w domu

Kilka razy w ciągu sezonu zdarza mi się w turnusie śmieszek, który zadaje, z udawaną powagą , pytanie, gdzie można kupić Kałasznikowa na pamiątkę. Kilka osób pytało też o granaty, ewentualnie o marihuanę z Lazaratu. Może to być rozczarowujący wpis, bo wśród pamiątek, które można przywieźć z Albanii nie będzie tych precjozów. Continue reading „Albania w domu”

Pod albańskim aniołem

Ostatnio było o narkotykach 🙂

W związku z wejściem na ekrany polskich kin opartego na książce Jerzego Pilcha filmu „Pod Mocnym Aniołem” zaczęłam się zastanawiać jak wyglądałaby wersja albańska pijackiego monologu.

Jak piją Albańczycy? Jak się odnoszą do naszego swobodnego podejścia do alkoholu? Jakie są napoje wyskokowe w Albanii? Takie pytania również pojawiają się w moim turystycznym świecie. Padają m.in. w trakcie zakrapianych imprez, między jednym toastem a drugim. Często właśnie w obecności Albańczyków, którzy do samego picia alkoholu podchodzą spokojniej niż Polacy. Reagujemy na alkohol bardziej entuzjastycznie i nieraz dziwimy się zdystansowaniu tego przecież otwartego ludu z południa. Spokojnie- Albańczycy święci nie są i za kołnierz nie wylewają. Zabawa w mieszanym narodowościowo towarzystwie i tak w końcu zamienia się w gwarną imprezkę z pełnym emocji przybijaniem toastów. „Gezuar!” na jedną nóżkę! „Na zdrowie!” na drugą nóżkę!

My nasze „Hej Sokoły!”. Oni zamawiają następną kolejkę. Piwo się pieni i przelewa. Rakija znika. Wszyscy ruszają w tany i nagle okazuje się, że jest czwarta rano i przez całą noc trzymaliśmy kelnerów, którzy nie mają szans się wyspać. Rezydenci po wieczorach integracyjnych też ledwo rano powłóczą nogami i sączą dhall, który ma ukoić skołatane… nerwy. W ostateczności pozostaje kawa z… z rakiją właśnie. Pierwszy raz zaserwowano mi ją na pusty żołądek na samym początku mojego pobytu we Vlorze. O godzinie 9 rano. Nie mogłam nawet się skrzywić, bo musiałam ubijać interesy, więc pewna męska twardość była wskazana. Pobudza, nie zaprzeczę. Widziałam jak kilka osób postawiła na nogi, jak byli mocno wczorajsi. Jest połączeniem naszego swojskiego klina z elementem na wskroś bałkańskim. Z jednej strony egzotyka, z drugiej taka swojska i bliska.

Tak jak na całych Bałkanach najpopularniejsza jest raki/rakija. Słowo najprawdopodobniej pochodzi z arabskiego al-rak czyli słodki. Jednak korzenie samego trunku nie są znane i zwłaszcza Serbowie, Bułgarzy i Turcy spierają się o to kto „wynalazł” ten napój.
Turcy uważają, że to oni zaszczepili tradycje wytwarzania raki w trakcie trwania panowania Państwa Otomańskiego na tych ziemiach. Niezależnie od tego kto był ojcem, każdy naród swój specyficzny trunek posiada.

W Albanii jednak raki rrushi czyli rakija z winogron jest najpopularniejsza. Oczywiście mocna jak diabli i dla koneserów. Niektórzy twierdzą, że smakuje jak bimber i na samą myśl ich otrząsa. Pije się ją w większych kieliszkach lub wręcz w szklankach. Jednak nie „na raz” tylko sączy powoli. Polacy czasem zadziwiali tym, że potrafili przechylić całość w oka mgnieniu jak polską czystą. Nie tędy droga, bo można bardzo szybko spaść pod stół, a to jest źle widziane. Przede wszystkim raki potrafi mieć i 70%! Dlatego lepiej spokojnie popijać i podgryzać meze czyli zakąski w postaci qofte, sera, oliwek, czosnku etc. Można też najpierw zjeść obfitą kolację i dopiero zasiąść do picia.

A dlaczego takie swojski „upadek z dywanu na głowę” nie jest dobrze widziany w Albanii? Otóż Albańczycy uważają, że takie spicie się jest równoznaczne z utratą honoru.Czasem jest to traktowane poważniej czasem mniej, ale lepiej swojej twarzy nie kłaść na szali. Dotyczy to zwłaszcza wrażliwych na tym punkcie mężczyzn. Kobiety piją mało albo wcale. Raczej nie organizują sobie mocno zakrapianych imprez czy nasiadówek z koleżankami przy dużej ilości wina. A faceci – owszem potrafią w swoim gronie nieźle zaimprezować i to do godzin porannych.

Nigdy nie widziałam spitego w sztok Albańczyka. Często turyści się dziwią, że na ulicach nie ma pijaczków, którzy zaczepiają i ochrypłymi głosami mówią „Szefie poratuj pan złotóweczką!” Czy nawet takich idących do domów jakby śledzili węża. Znam mężczyzn, którzy z alkoholem mają problem. Jeden upija się sam na smutno i czasem nie kontroluje ilości spożytej w towarzystwie, drugi – staruch, który bez raki o poranku nie mógłby być „szarmancki”. I kilku pomniejszych.

Polskiej wódki znajomym już nie przywożę, bo dla nich przestała być ciekawa. Nie wpadają w jakiś zachwyt na czystą czy nawet żubrówką. Pewnie poprzednie butelki kurzą się na meblościankach. Jeśli już alkohole to nasze piwo, które bardzo sobie cenią.

W Albanii pije się – zwłaszcza latem – dużo piwa. Już wspominałam o mrożonych kuflach i lanym browarku. To jest kwintesencja wakacyjnego odpoczynku i ochłody. Najpopularniejsze browary to: Tirana, Korca, Kaon oraz Norga. Jest również kosowska Peja, która cieszy się również dużą popularnością.

DSCN0595 DSCN0771

Pisząc o alkoholach nie mogłabym nie wspomnieć o słynnym koniaku Skanderbegu! Jest to jedna z najpopularniejszych pamiątek przywożonych przez turystów. Bardzo dobry i tani (600 leków – ok 4,5 euro) koniaczek warto kupić czy dla siebie czy w prezencie. Nazwa pochodzi od największego bohatera narodowego Albanii.

Historia trunku sięga 1933 roku, kiedy włoska rodzina stworzyła recepturę prostego przetwarzania winogron. W roku 1957 rozpoczęto masową produkcję. Aktualnie firma produkuje nie tylko Skanderbega, ale również wina i raki.

Jak widać pijacka opowieść w Albanii byłaby zupełnie inna niż w Polsce.

Mikołaj też jeździ mercedesem

Święta Bożego Narodzenia nie są tak uroczyście obchodzone w Albanii jak w Polsce. Przede wszystkim wynika to ze struktury religijnej, gdyż katolików jest ok 10 %. Jednak Albańczycy doceniają komercyjny wymiar tego święta.

Tirana nie różni się od innych stolic europejskich w tym okresie. Są kolorowe światełka, jest choinka na głównym placu, jest jarmark świąteczny.

W Albanii nie podkreśla się symboli religijnych i cały nacisk świąteczny jest przeniesiony na obchody Nowego Roku. Nawet znany nam Święty Mikołaj w Albanii jest nazywany Dziadkiem Noworocznym. Oczywiście w Katedrze św. Pawła w Tiranie odprawiana jest tradycyjna msza święta, która gromadzi wiernych. Nie jest ona jednak centralnym punktem wiadomości. Życie toczy się swoim torem, a Boże Narodzenie nie jest najważniejsze.
Nie obyło się tez bez gafy. Bujar Nishani – prezydent pomylił święta. W oficjalnych życzeniach bożonarodzeniowych napisał świętowaniu… zmartwychwstania. Oczywiście media to podłapały, chociaż i tak potraktowały prezydenta dość łagodnie.

Inną świąteczną informacją z pierwszych stron portali to wiadomość o napadzie na sklep w Tiranie, którego dokonał… Mikołaj. Znany raczej z dawania niż odbierania symbol świąt wpadł uzbrojony do sklepu jubilerskiego, a po wszystkim odjechał szarym… mercedesem oczywiście.

Premier świętował z rodziną Aleksa Niki, który zginął w czasie protestów 21 stycznie 2011 roku. Jednak najważniejszym poruszanym w jego kontekście tematem jest budżet 2014 oraz tzw. studniówka rządów. Oczywiście w obu przypadkach znów możemy obserwować kłótnię między Ramą, a Berishą, którzy są głusi na apele o pokój na Świecie.

Na koniec trochę świątecznych nutek.

 

Piękna i przeklęta na wszystkich Kontynentach

Od zawsze z uporem maniaka śledzę wszelkie bałkańskie nowinki na polskim gruncie. Ostatnio zwłaszcza te dotyczące Albanii i jej powoli, ale widocznie rosnącej popularności. Już wielokrotnie rozdzierałam szaty nad tym tematem, bo sposób przedstawiania tego kraju wychodzi mi uszami… Teraz nie będzie inaczej niestety. Chociaż będę starała się również odnaleźć w tym wszystkim jasne punkty.

W czasopiśmie KONTYNENTY szumnie nazywanym magazynem podróżników, reporterów, pisarzy, fotografów.pośród zawstydzających profesjonalizmem i wysmakowanych zdjęć z bardzo dalekich i egzotycznych podróży pojawił się tekst o małym dzikim kraju. Okładka informuje nas, że w Albanii lepiej nie urodzić się kobietą, w środku oryginalny tytuł PIĘKNA I PRZEKLĘTA.

Wiem, że wychodzi ze mnie straszna zołza, kiedy zabieram się za teksty o Albanii. Dlatego zacznę od ważnej informacji. Autorka – Małgorzata Rejmer posługuje się doskonałym językiem. Już wcześniej zainteresowałam się jej książką o Bukareszcie. Pani Małgorzato… a może jednak Pani zostanie w Rumunii? Tak dobrze się Panią czyta, że aż głupio mi pluć jadem.

Gdybym nie widziała to bym nawet Pani uwierzyła.

Tekst jest skonstruowany wzorcowo łącząc zacięcie backpackersów z bagażem guru bałkańskiego pisania czyli Andrzeja Stasiuka.
Na początku warto popisać się znajomością literatury źródeł. Kadare otwiera tekst o błotnistym i na pierwszy rzut oka brzydkim kraju. Niestety nie odnajdujemy tu jakiejś głębszej analizy czy odniesienia do „Generała martwej armii”, który przygnębiał takim właśnie tłem. Nieważny kontekst, bo przecież już mkniemy czarnym mercedesem. Kierowca ma brodę, jest muzułmaninem, gada trochę od rzeczy, ale w gruncie rzeczy to dobry chłopina. Przerażona autorka na tylnym siedzeniu odkrywa sedno albańskiej duszy.

Jeśli tu jeszcze wieje zwykłą nudą to następny akapit wyda się być napisany zupełnie w innej rzeczywistości.

Restauracji takich jak opisuje autorka o nazwie Panorama jest na obszarze Riwiery Albańskiej przynajmniej kilka. Obstawiam dwie: jedna przy zjeździe z Llogary, druga nieopodal Himary i Porto Palermo. Kiedyś pewnie i do tego dojdę, ale z opisu nie wynika nic ciekawego. Ot knajpa nad przepaścią… nieważne, że widok bardziej piękny niż mrożący krew w żyłach. Nieważne, że wokół rośnie infrastruktura turystyczna. Jesteśmy nadal na rubieżach, gdzie dyskutują dwie kobiety pochodzące z lepszego świata.

Ciekawy jest opis samej drogi, która kilka lat temu została odnowiona. Nadal wiedzie nad przepaścią – to prawda, ale została zdecydowanie poszerzona i co więcej, w większości miejsc są barierki. Podobnie jak w przypadku miejsca, gdzie zdarzył się wypadek studentek z Elbasanu. Natomiast wraków samochodów więcej widywałam w Dalmacji niż na tej trasie…

Wiadomo – taka jest moda. Tak należy opisywać Albanię. Szef mi powtarza „Ważne, że mówią Izka!”

Może to prawda.

Nie lubię tekstów o wszystkim i o niczym. Ładna kreska, ale szkic koślawy. Może warto było się skoncentrować na mercedesach (brawo za dobry fragment o pragmatycznym wymiarze kupowania mercedesów) czy jak już trzeba na kobietach.

To jest temat rzeka. Temat, który próbuję dotknąć, ale w rzeczywistości mi się zawsze wymyka. Całkiem niedawno rzucił mi się w oczy nagłówek wywiadu z Dorotą Horodyską, o której wielokrotnie już w blogu wspominałam. Brzmiał mniej więcej tak „Wszyscy chcą czytać tylko o zaprzysiężonych dziewicach”.

Oczywiście w tym wzorcowym szkicu o Albanii tego tematu nie zabrakło. Został ujęty zgrabnie i elegancko. A później rozpoczął się melancholijny wywód, że ciężko jest być kobietą w Albanii. Dramatycznie podkreślony cytatem z Orneli Vorpsi.
To prawda faceci tam nie pomagają w domu, nie zajmują się dziećmi. Tak zostali wychowani przez… matki. Mężczyźni trzymają się razem, stanowią silną grupę, którą widać na ulicach.

Kiedy po raz kolejny gotowałam się, bo na drodze stanęła mi Albanka z całym stekiem złośliwości na ustach znajomy tylko się roześmiał. „Iza, czym ty się przejmujesz? Przecież to normalne, że kobiety się nawzajem nienawidzą!” Źródło problemu nie jest tylko w kulturze bałkańskiego macho. To jest problem, którego nie da się tak łatwo sklasyfikować, bo wiem z własnych obserwacji, że pięknym kobietom jest tak samo łatwiej w Albanii jak w innych krajach, a kwestia „kurestwa” nie jest kwestią atrakcyjności, a zachowania. Nie zauważyłam też żeby ktokolwiek pilnował swojego „wianka” z jakąś szaloną skrupulatnością.

W tej całej rozprawie, o kraju który nie istnieje chwilami uderzały dobre fragmenty, które żałowałam, że nie mogą być mojego autorstwa. Szkoda mi jednak powierzchowności. Szkoda, ze „gastroturystka Małgorzata Rejmer” nie napisała nic o świetnym jedzeniu. Żal, że w takim ładnym magazynie nie pojawiły się ładne zdjęcia ładnych miejsc z ładnej Albanii. Brzydka i zabłoconą znamy już wszyscy zainteresowani tematem. Czy to z Kadarego, czy z źródeł dużo, dużo słabszych.