Region Mokra

Rzadko wrzucam takie mocno prywatne wstawki, ale mój ostatni wypad zasługuje na bardziej klasyczną podróżniczą relację.

Region Mokra (Mokrra/Mokër) to ok 50 wsi położonych ponad 1000 m.n.p.m, z których już kilkanaście zupełnie wymarło. Brzmi przerażająco, ale niestety trzeba powiedzieć sobie szczerze, że ta historia będzie nie tylko o pięknych widokach.

DSC02820_ok

Za Librazhdem, w gminie Qukes  należy odbić w lewo. W pierwszej chwili człowiek czuje się podbudowany, gdyż powstaje w tamtym rejonie dobra droga, którą miejscowi nazywają autostradą. Przyzwyczaiłam się już, że często tak nazywane są wszystkie porządne, nowe drogi. Zapewne nie jeden Niemiec umarłby ze śmiechu słysząc słowo „autostrada” w tym kontekście, ale zostawmy to na boku, bo każdy kawałek świeżego asfaltu w Albanii cieszy.

Przy zjeździe wzdłuż rzeki Shkubin stoi rząd straganów. Cyganki przy stertach ciuchów wykrzykują swoje oferty. Na ubitym ciężkim sprzętem placu, który będzie w przyszłości skrzyżowaniem, wśród płytkich kałuż handel również kwitnie. Pachnie dym z mobilnej budy z qoftami, a przed równie mobilną knajpą ustawiono kilka plastikowych stolików i krzesełek. Mężczyźni siedzą przy piwie i obserwują przejeżdżające auta. Zaschnięta piana tworzy na kuflach górskie pejzaże. Co jakiś czas któryś wstaje i idzie do klienta przy swoim straganie.

Później droga robi się bardziej rzeczywista. Wiejska, ubita, wijąca się wśród wzgórz. Czasami pojawia się asfalt. Via Egnatia to nie tylko Durres i Elbasan, złote bramy i zamek Petrela. Przez wzgórza przed nami przechodziły szlaki handlowe, a Ilirowie zakładali pierwsze miasta. Pozostały po nich jedynie legendy.

DSC02836_ok

Albański, wiejski pejzaż

O tej porze roku doliny, w których położone są wioski spowija mgła dymu, który unosi się z kominów. Każdy ma w domu piec – kozę. Prosty system ogrzewania, który daje ciepło tylko tym siedzącymi najbliżej. Popołudniu na wiejskich drogach pełno dzieciaków z kolorowymi plecakami. Wracają ze szkoły. Grupkami czekają na busiki, które rozwiozą je po wsiach. Co będą robić po lekcjach? Bawić się na dworze.

Siedząc przed domem, na betonowych schodach, słyszałam ich krzyki w oddali. Poza tym szczekanie psów, krowy, owce…

-Latem tu jest pięknie! Zimą… – sąsiadka szukając słów robi minę oznaczającą w każdym języku, że jest ciężko.

-Ja wiem jak jest. Jestem ze wsi. – daję sygnał, że niczego nie muszę sobie wyobrażać.

-Też tam macie krowy? Kury?

-Też.

Pod sam dom nie dało się podjechać autem. Droga jest rozorana, bo trwają prace nad wodociągiem. Wyciągam nogę z błota i analizuję kolejny krok. Rzucam ogryzek w kałużę. Taki smak jabłek pamiętam z dzieciństwa. Taką drogę też. Za nami idzie Kurti – przedstawiciel najstarszego pokolenia na wsi. Przystajemy przy opuszczonym niskim bloku. W niektórych oknach wiszą jeszcze firanki.

Historia Bishnicy jaką widzimy zaczyna się w 1950 r. kiedy stworzono tu tartak i zebrano ludzi z okolicy.

-Tu były magazyny żywnościowe. Tu był sklep – duży sklep i piekarnia na dole. Tam magazyn na drewno. A tu było i kino, sala gdzie grali wszyscy w domino, klub. Dwa kluby były… – tłumaczy nam gospodarz Sami

Pokazuje zdewastowane budynki, w któych nie ma już nic. Nawet wspomnień świetności. Wzdłuż drogi w centrum wioski są trzy bloki, które dosłownie się rozsypują. Na oko czterdziestoletnia kobieta pozdrawia nas z okna. Krótka wymiana grzeczności obserwowana przez nastoletnią dziewczynę, która męczy się z zamkiem przy komórce pod blokiem.

-A tam był hotel… – kontynuuje

-Hotel… – powtarzam głucho, bo wszystko jest zupełnie nierealne. Zatrzymuję się nad swoją myślą o bezsensowności hotelu i nagle przypominam sobie, że jestem w pięknym miejscu. Miejscu, gdzie powinno być kilka pól namiotowych, pensjonatów i hotel. Mieszkańcy Theth czy Valbony wykorzystali swoją sławę i teraz tłumy turystów pukają do ich drzwi. W regionie Mokra przejeżdżając przez wsie widzimy piękną, tradycyjną zabudowę. Kamienne domy są położone amfiteatralnie na zboczach wzgórz. Są też formacje skalne, jaskinie. Znajdziemy również monaster shen Marena z freskami Konstantina Shpataraku. Antyczne pozostałości jak starożytne miasto Pelion.

DSC02778_okDSC02729_okDSC02664_ok

Gościnność, która onieśmiela

Albańczycy w oczach turystów uchodzą za gościnnych i otwartych. To prawda, ale to co można zastać w niektórych regionach, a zwłaszcza na wsi sprawia, że czujemy się wręcz zawstydzeni.

Kurti, o którym wspomniałam, o lasce pokonał błotnisty odcinek drogi żeby pokazać szacunek dla gości. Za pazuchą miał ser. Słony, biały, taki który skrzypi w trakcie krojenia. Sąsiadka przyniosła kukurydziany chleb. Znalazła sie raki z dzikich śliwek, kiszone pomidory, frytki z prawdziwych ziemniaków, a nie jakieś karbowane cuda. Na moim talerzu wylądował pokaźny kawałek cielęciny i… móżdżek. Bo to przecież najlepszy kawałek, więc idealny dla gościa.

Zaczął się rytuał. Najpierw pijemy za mnie, moją rodzinę, zdrowie, szacunek… Schemat się powtarza przy każdej kolejnej osobie przy stole. Toasty nie są rozbudowane, ale mają swoje konkretne formułki, tak żeby uhonorować każdego obecnego. Dowiaduję się, że po dwóch szklankach raki i kawie rano jest  najlepsze ciśnienie. Słyszę historie jak osiemdziesięcioczterolatek Kurti w młodości porwał swoją żonę i został aresztowany. Mógł wypić 3 litry raki. Mógł zapewne góry przenosić. Teraz góry oddzielają ich od świata. A moglyby być ich z nim łącznikiem.

Region jest piękny. Idealny pod trekking czy rowerowe wycieczki. Myślę, że każdy kto podróżuje z namiotem i chce dotknąć Albanii z innej strony może się wybrać w te rejony. Polecam mocno, ale nie wszystkim, bo nie znajdziecie tam hoteli czy restauracji! Nawet sklep spożywczy będzie ledwo zaopatrzony. Knajpa to gołe betonowe ściany dawnego komunistycznego klubu i proste „menu”. Kawa po turecku zaparzona w tygielku, do tego raki. Może być też piwo lub niewielki wybór napoi. Jeśli jest potrzeba ktoś wystawi na zewnątrz grill, ktoś przyniesie mięso lub pstrąga, przekąski.

DSC02840_ok

PRAKTYCZNIE:

  • droga jest OK mimo, że pozbawiona asfaltu to ubita i przystosowana nie tylko pod 4×4
  • namiot lub gościnny kąt u gospodarza – zaproponujcie przynajmniej kilka euro zapłaty, bo tam nie ma cennika i ktoś może chcieć być gościnny. Podobnie z jedzeniem, poczętunkiem.
  • jeśli potrzebujecie pomocy to skontaktujcie się ze mną lub  na facebooku ze stroną promującą region BISHNICA.  To nie jest biuro podróży!

 

DSC02807
Dawny klub – dziś bar i sklep w jednym. Ja i moi „przewodnicy”

DSC02588_okDSC02601_okDSC02629_okDSC02642_okDSC02711_okDSC02722_okDSC02832_okDSC02826_okDSC02821_ok

 

Winna Albania

Nie będę próbować udawać eksperta i wmawiać Wam, że znam wszystkie szczepy na pamięć i umiem jeszcze niczym sommelier kosztować winko. Przyznaję, że „coś tam” wiem, bo miałam okazję kilka lat obserwować miłośnika wina, ale i sama zaczęłam bardziej zastanawiać się co z czym i dlaczego. Pisanie tego tekstu było dla mnie pretekstem żeby dowiedzieć się w końcu czegoś więcej!

Continue reading „Winna Albania”

Słodka Albania

Całkiem niedawno zapraszałam na kawę. Teraz zapraszam na… coś słodkiego, bo desery w Albanii to osobny temat. Cukiernie wyglądają absolutnie obłędnie i wielokrotnie przez kilka minut nie wiedziałam co wybrać, jeśli akurat jakimś cudem nie miałam apetytu na kultowe Trileće czyli biszkopta nasączonego trzema rodzajami mleka z grubą polewą z płynnego karmelu. Ciasto w niektórych krajach bałkańskich robi zawrotną karierę mimo, że pochodzi z Ameryki Południowej. Continue reading „Słodka Albania”

Tirana i co dalej?

Czasy szczęśliwie się zmieniły i pojawia się coraz więcej lotów do Tirany. Zwłaszcza w okresie letnim można wykorzystać sieć charterów, którymi posługują się duże biura podróży i przylecieć do Albanii. Nawet jeśli przylecimy gdziekolwiek indziej, bardzo często przygodę z Albanią zaczynamy właśnie w stolicy. Dziś będzie dużo rad dla osób, które nagle znajdują się w szalonej, albańskiej rzeczywistości i zaczynają przygodę z tym krajem.

Continue reading „Tirana i co dalej?”

Największy albański mit

Atmosfera wokół albańskiej „zemsty krwi” jest gęsta i sensacyjna. Wyobrażenia oscylują wokół mężczyzn z kałasznikowami dybiących na życie oponentów. Zamieszane we wszystko rodziny są tłem, które pogłębiają stereotyp porachunków dzikich plemion. Z drugiej strony pojawia się równie szkodliwy romantyczny mit, który spłyca współczesny obraz sytuacji. Continue reading „Największy albański mit”

10 cech prawdziwego Albańczyka

Chcesz sprawdzić czy jesteś prawdziwym Albańczykiem, a nie „jakimś podrabiańcem”? Lista moich osobistych spostrzeżeń, wynikająca z wieloletnich obserwacji. Oczywiście z przymrużeniem oka 🙂 Continue reading „10 cech prawdziwego Albańczyka”

Jej Wysokość Albania

Tak naprawdę będzie to wstęp. Coś na zasadzie podsumowania pierwszego etapu mojego ostatniego wyjazdu, który wzbudził wiele fajnych emocji. W końcu udało mi się znaleźć trochę więcej czasu na podróżowanie. W sezonie też wykroiłam kilka dni na krótsze wypady, które na pewno posłużą za kanwę do kolejnych albańskich przemyśleń. Continue reading „Jej Wysokość Albania”

Albania w domu

Kilka razy w ciągu sezonu zdarza mi się w turnusie śmieszek, który zadaje, z udawaną powagą , pytanie, gdzie można kupić Kałasznikowa na pamiątkę. Kilka osób pytało też o granaty, ewentualnie o marihuanę z Lazaratu. Może to być rozczarowujący wpis, bo wśród pamiątek, które można przywieźć z Albanii nie będzie tych precjozów. Continue reading „Albania w domu”

Pod albańskim aniołem

Ostatnio było o narkotykach 🙂

W związku z wejściem na ekrany polskich kin opartego na książce Jerzego Pilcha filmu „Pod Mocnym Aniołem” zaczęłam się zastanawiać jak wyglądałaby wersja albańska pijackiego monologu.

Jak piją Albańczycy? Jak się odnoszą do naszego swobodnego podejścia do alkoholu? Jakie są napoje wyskokowe w Albanii? Takie pytania również pojawiają się w moim turystycznym świecie. Padają m.in. w trakcie zakrapianych imprez, między jednym toastem a drugim. Często właśnie w obecności Albańczyków, którzy do samego picia alkoholu podchodzą spokojniej niż Polacy. Reagujemy na alkohol bardziej entuzjastycznie i nieraz dziwimy się zdystansowaniu tego przecież otwartego ludu z południa. Spokojnie- Albańczycy święci nie są i za kołnierz nie wylewają. Zabawa w mieszanym narodowościowo towarzystwie i tak w końcu zamienia się w gwarną imprezkę z pełnym emocji przybijaniem toastów. „Gezuar!” na jedną nóżkę! „Na zdrowie!” na drugą nóżkę!

My nasze „Hej Sokoły!”. Oni zamawiają następną kolejkę. Piwo się pieni i przelewa. Rakija znika. Wszyscy ruszają w tany i nagle okazuje się, że jest czwarta rano i przez całą noc trzymaliśmy kelnerów, którzy nie mają szans się wyspać. Rezydenci po wieczorach integracyjnych też ledwo rano powłóczą nogami i sączą dhall, który ma ukoić skołatane… nerwy. W ostateczności pozostaje kawa z… z rakiją właśnie. Pierwszy raz zaserwowano mi ją na pusty żołądek na samym początku mojego pobytu we Vlorze. O godzinie 9 rano. Nie mogłam nawet się skrzywić, bo musiałam ubijać interesy, więc pewna męska twardość była wskazana. Pobudza, nie zaprzeczę. Widziałam jak kilka osób postawiła na nogi, jak byli mocno wczorajsi. Jest połączeniem naszego swojskiego klina z elementem na wskroś bałkańskim. Z jednej strony egzotyka, z drugiej taka swojska i bliska.

Tak jak na całych Bałkanach najpopularniejsza jest raki/rakija. Słowo najprawdopodobniej pochodzi z arabskiego al-rak czyli słodki. Jednak korzenie samego trunku nie są znane i zwłaszcza Serbowie, Bułgarzy i Turcy spierają się o to kto „wynalazł” ten napój.
Turcy uważają, że to oni zaszczepili tradycje wytwarzania raki w trakcie trwania panowania Państwa Otomańskiego na tych ziemiach. Niezależnie od tego kto był ojcem, każdy naród swój specyficzny trunek posiada.

W Albanii jednak raki rrushi czyli rakija z winogron jest najpopularniejsza. Oczywiście mocna jak diabli i dla koneserów. Niektórzy twierdzą, że smakuje jak bimber i na samą myśl ich otrząsa. Pije się ją w większych kieliszkach lub wręcz w szklankach. Jednak nie „na raz” tylko sączy powoli. Polacy czasem zadziwiali tym, że potrafili przechylić całość w oka mgnieniu jak polską czystą. Nie tędy droga, bo można bardzo szybko spaść pod stół, a to jest źle widziane. Przede wszystkim raki potrafi mieć i 70%! Dlatego lepiej spokojnie popijać i podgryzać meze czyli zakąski w postaci qofte, sera, oliwek, czosnku etc. Można też najpierw zjeść obfitą kolację i dopiero zasiąść do picia.

A dlaczego takie swojski „upadek z dywanu na głowę” nie jest dobrze widziany w Albanii? Otóż Albańczycy uważają, że takie spicie się jest równoznaczne z utratą honoru.Czasem jest to traktowane poważniej czasem mniej, ale lepiej swojej twarzy nie kłaść na szali. Dotyczy to zwłaszcza wrażliwych na tym punkcie mężczyzn. Kobiety piją mało albo wcale. Raczej nie organizują sobie mocno zakrapianych imprez czy nasiadówek z koleżankami przy dużej ilości wina. A faceci – owszem potrafią w swoim gronie nieźle zaimprezować i to do godzin porannych.

Nigdy nie widziałam spitego w sztok Albańczyka. Często turyści się dziwią, że na ulicach nie ma pijaczków, którzy zaczepiają i ochrypłymi głosami mówią „Szefie poratuj pan złotóweczką!” Czy nawet takich idących do domów jakby śledzili węża. Znam mężczyzn, którzy z alkoholem mają problem. Jeden upija się sam na smutno i czasem nie kontroluje ilości spożytej w towarzystwie, drugi – staruch, który bez raki o poranku nie mógłby być „szarmancki”. I kilku pomniejszych.

Polskiej wódki znajomym już nie przywożę, bo dla nich przestała być ciekawa. Nie wpadają w jakiś zachwyt na czystą czy nawet żubrówką. Pewnie poprzednie butelki kurzą się na meblościankach. Jeśli już alkohole to nasze piwo, które bardzo sobie cenią.

W Albanii pije się – zwłaszcza latem – dużo piwa. Już wspominałam o mrożonych kuflach i lanym browarku. To jest kwintesencja wakacyjnego odpoczynku i ochłody. Najpopularniejsze browary to: Tirana, Korca, Kaon oraz Norga. Jest również kosowska Peja, która cieszy się również dużą popularnością.

DSCN0595 DSCN0771

Pisząc o alkoholach nie mogłabym nie wspomnieć o słynnym koniaku Skanderbegu! Jest to jedna z najpopularniejszych pamiątek przywożonych przez turystów. Bardzo dobry i tani (600 leków – ok 4,5 euro) koniaczek warto kupić czy dla siebie czy w prezencie. Nazwa pochodzi od największego bohatera narodowego Albanii.

Historia trunku sięga 1933 roku, kiedy włoska rodzina stworzyła recepturę prostego przetwarzania winogron. W roku 1957 rozpoczęto masową produkcję. Aktualnie firma produkuje nie tylko Skanderbega, ale również wina i raki.

Jak widać pijacka opowieść w Albanii byłaby zupełnie inna niż w Polsce.

Mikołaj też jeździ mercedesem

Święta Bożego Narodzenia nie są tak uroczyście obchodzone w Albanii jak w Polsce. Przede wszystkim wynika to ze struktury religijnej, gdyż katolików jest ok 10 %. Jednak Albańczycy doceniają komercyjny wymiar tego święta.

Tirana nie różni się od innych stolic europejskich w tym okresie. Są kolorowe światełka, jest choinka na głównym placu, jest jarmark świąteczny.

W Albanii nie podkreśla się symboli religijnych i cały nacisk świąteczny jest przeniesiony na obchody Nowego Roku. Nawet znany nam Święty Mikołaj w Albanii jest nazywany Dziadkiem Noworocznym. Oczywiście w Katedrze św. Pawła w Tiranie odprawiana jest tradycyjna msza święta, która gromadzi wiernych. Nie jest ona jednak centralnym punktem wiadomości. Życie toczy się swoim torem, a Boże Narodzenie nie jest najważniejsze.
Nie obyło się tez bez gafy. Bujar Nishani – prezydent pomylił święta. W oficjalnych życzeniach bożonarodzeniowych napisał świętowaniu… zmartwychwstania. Oczywiście media to podłapały, chociaż i tak potraktowały prezydenta dość łagodnie.

Inną świąteczną informacją z pierwszych stron portali to wiadomość o napadzie na sklep w Tiranie, którego dokonał… Mikołaj. Znany raczej z dawania niż odbierania symbol świąt wpadł uzbrojony do sklepu jubilerskiego, a po wszystkim odjechał szarym… mercedesem oczywiście.

Premier świętował z rodziną Aleksa Niki, który zginął w czasie protestów 21 stycznie 2011 roku. Jednak najważniejszym poruszanym w jego kontekście tematem jest budżet 2014 oraz tzw. studniówka rządów. Oczywiście w obu przypadkach znów możemy obserwować kłótnię między Ramą, a Berishą, którzy są głusi na apele o pokój na Świecie.

Na koniec trochę świątecznych nutek.