Dwie twarze VLORY

Jednym z najbardziej popularnych wśród Polaków miast w Albanii jest Vlora. Swoją pracę w Albanii zaczynałam właśnie tam, więc z tym miastem wspomnień mam bardzo dużo i jeszcze do niedawna traktowałam to miejsce z dużym sentymentem. Continue reading „Dwie twarze VLORY”

Dymijë e shtatëmbëdhjetë czyli Do siego roku!

Niby wpisy podsumowujące czasem są takie trochę wydumane. Jednak ja mogę powiedzieć, że to co zamieściłam wczoraj miało ogromny wpływ również na moje życie i pracę. Ciężko zebrać w jedno klarowne podsumowanie mój prywatny rok. Na pewno dużo napisałam w posumowaniu sezonu, bo dla mnie rok dzieli się na przed sezonem i po sezonie. Sylwester mógłby wypadać w sierpniu niczym w filmie „Lejdis”. Fajne jest to, że we wszystkich opisanych przeze mnie wydarzeniach mogłam dość świadomie uczestniczyć będąc na miejscu. Kibicowałam z Albańczykami drużynie na EURO, żegnałam starego ambasadora i witałam nowego, próbowałam zrozumieć dyskusje o reformie sprawiedliwości i klęłam jak szewc słysząc o pomysłach elektrowni wodnej w Valbonie. Continue reading „Dymijë e shtatëmbëdhjetë czyli Do siego roku!”

Rosół, a sprawa polska

W swojej pracy przewodnika często słyszę bardzo różne pytania. O najpopularniejsze imiona albańskie. O to do czego podobny w sumie jest ten dziwny język. Z którego wieku pochodzi twierdza w Beracie. Albo gdzie kupić marihuanę.

Pośród tych ciekawostek kulturalno – przyrodniczych bardzo często pojawia się też taka refleksja „Pani Izo, a jak w ogóle się żyje w Albanii?” Zawsze uśmiecham się i trochę nie wiem co powiedzieć. Bo to jest tak trochę jak z rosołem. Tak, jak z rosołem. Continue reading „Rosół, a sprawa polska”

Jak jechać do Albanii?

Zacznę od może oczywistego stwierdzenia, ale nie ma jednej uświęconej metody podróżowania do Albanii. Przedstawię kilka pomysłów na to, że można ciekawie spędzić czas w tym kraju i że każdy znajdzie dla siebie coś fajnego. Niezależnie czy lubicie całkowity spontan czy zaplanowane wyjazdy, z Albanii będziecie zadowoleni. Tekst nie jest receptą, ale impresją o współczesnym podróżowaniu. Continue reading „Jak jechać do Albanii?”

Gdzie na wczasy?

Po wyprawie w góry oraz do Kosowa powracam na chwilę do tematów typowo turystycznych i poradnikowych.

Najczęściej pojawiające się pytanie to jaką miejscowość wybrać na wczasy zorganizowane czyli takie z biurem podróży. Przede wszystkim jest to wybór pomiędzy Sarandą, Vlorą oraz Durres. Te trzy kurorty są w ofertach touroperatorów. Czasem wzbogacone o Ksamil lub Shengjin, o których też napiszę kilka słów.

Continue reading „Gdzie na wczasy?”

Albania w domu

Kilka razy w ciągu sezonu zdarza mi się w turnusie śmieszek, który zadaje, z udawaną powagą , pytanie, gdzie można kupić Kałasznikowa na pamiątkę. Kilka osób pytało też o granaty, ewentualnie o marihuanę z Lazaratu. Może to być rozczarowujący wpis, bo wśród pamiątek, które można przywieźć z Albanii nie będzie tych precjozów. Continue reading „Albania w domu”

Biurko na plaży

Od kiedy wiosna wdarła się szturmem do Polski czuję, że to już niedługo… ciężko mi wysiedzieć za biurkiem. Najciekawsze, że w moim wypadku nie chodzi ani o plażowanie, ani o wypoczynek. A właśnie o tym w sumie chciałam napisać, bo ostatnio często rozmawiam z moimi turystami, którzy za chwilę będą gościć w Albanii i mają masę pytań. Dlatego dziś znów garść typowo wakacyjnych informacji.

Na urlopie każdy chce wypocząć, wygrzać się i opalić. Ja ze względu na bardzo jasną karnację chronię się jak mogę i turyści zawsze wypominają mi to, że jestem kiepską reklamą plażowania. No cóż – taka zawodowa przypadłość 🙂

Wiele osób nie chce jechać na wakacje w szczycie sezonu. Tłumaczą swoją decyzję tym, że nie lubią tłoku oraz upałów.

Faktycznie w lipcu oraz sierpniu w Albanii, w szczególności w kurortach, jest bardzo dużo turystów. Zarówno obcokrajowców jak i Albańczyków, którzy uciekają z Tirany i innych większych miast nad morze. Albańczycy tłumnie zjeżdżają również z zagranicy – głównie Włoch oraz Grecji, gdzie była największa fala emigracji. Coraz częściej widzimy również tablice rejestracyjne z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Szwajcarii czy Austrii. Z roku na rok nas Polaków jest też coraz więcej. Z moich obserwacji wynika, że jesteśmy jedną z liczniejszych grup narodowościowych, które podróżują po albańskich drogach.

Te dwa miesiące to również czas najwyższych temperatur. To, że przekraczają trzydzieści stopni to mało powiedziane… nad morzem jest jeszcze znośnie, ale np. w centrum miasta, gdzie nie czuć bryzy jest naprawdę bardzo, bardzo gorąco. Ale w sumie po to jeździ się do tak zwanych „ciepłych krajów” żeby odpocząć od nieprzewidywalnej polskiej pogody.

Czerwiec i wrzesień to miesiące, kiedy temperatura nie powinna przekraczać magicznej trzydziestki. Jednak zdarzyło mi się i takie lato, kiedy do Albanii już w drugiej połowie czerwca przyszła fala upałów.

Przyznam, że bardzo lubię albański czerwiec, kiedy sezon dopiero się rozkręca. Jest zielono, jeszcze nie wszystko jest spalone słońcem i nie ma tłumów. Niektóre knajpki dopiero się otwierają – kurort budzi się do życia. Woda już jest na tyle ciepła, że można się kąpać, a słońce na tyle mocne, że przywieziemy super opaleniznę. Trzeba uważać żeby nie załatwić się tak jak ja! Na swój pierwszy spacer po Vlorze w czerwcu wybrałam się… bez kremu z filtrem. Zdecydowanie nie wyglądałam jak muśnięta słońcem…. raczej jak miss Piggy czy panowie, którzy raczą się trunkami na osiedlowych ławeczkach. Wieczór spędziłam pokryta pantenolem, sącząc wapno zamiast drinka z parasolką.

Wrzesień to czas, kiedy kurort powoli zasypia i wycisza się. Jest to świetny okres na zwiedzanie, ale można się również doskonale „strzaskać na mahoń”. W mniejszych miejscowościach takich jak Himara czy Ksamil we wrześniu nie widać już czasem żywego ducha, a tętniące życiem, jeszcze przed dwoma tygodniami kawiarnie i knajpki są pozamykane na cztery spusty. Obrzeża Vlory też zaczynają się wyludniać, więc jak ktoś zatrzyma się w hotelu z dala od centrum naprawdę może mieć wypoczynek od cywilizacji. Nie ma już tak wielu busików, które jeżdżą do samego centrum, niektóre restauracje też już zaczynają się zwijać. Wiem o tym doskonale mieszkałam kiedyś na przedmieściach Vlory i myślałam, że się zanudzę. Zazwyczaj jak słyszymy, że hotel znajduje się w spokojniejszej części tego miasta oznacza to, że mamy do czynienia z obiektem, który znajduje się minimum 10-15 kilometrów od centrum, a nawet najbliższego spożywczaka. W samej Vlorze nadal normalnie funkcjonują dyskoteki, restauracje i kawiarnie.

Jedne z najczęściej zadawanych pytań dotyczą plażowania.

Albania ma bardzo zróżnicowaną linię brzegową dzięki temu plaże nie są jednakowe. We Vlorze widać ten podział doskonale. Plaża najbliżej centrum jest piaszczysta i bardzo długa, ciągnie się od portu przez ok 4 km. Pokryta jest dość ciemnym, powulkanicznym piaskiem i przy brzegu jak są fale woda nie jest przezroczysta. Później pojawia się coraz więcej kamyczków i zaczynają się plaże kamieniste i zatoczkowe. Są bardzo malownicze, również ze względu na to, że dzięki jasnym kamieniom na dnie woda ma lazurowy kolor i jest krystalicznie przejrzysta. Nie ma tam jednak tak łagodnego zejścia jak na plaży miejskiej i są silniejsze prądy oraz fale. Jak przejedziemy pas ok 7 kilometrów znów mamy plaże z łagodniejszym wejściem do wody z drobnymi kamyczkami. I tak aż do Orikum. To dystans prawie 20 kilometrów licząc od portu – na całej tej trasie są hotele oraz restauracje przy plażach. Można podjechać busem i wrócić popołudniu po plażowaniu.

Po drugiej stronie miasta znajduje się tak zwana „stara plaża” (Plazhi i vjeter) – również piaszczysta i z łagodnym zejściem. Należy tam podjechać busem lub autobusem miejskim mijając tzw. zona industriale czyli część przemysłową miasta, gdzie znajdują się pozostałości m.in. starej fabryki oliwy, ale również elektrownia oraz rafineria. Plaża jest odgrodzona od drogi lasem piniowym i znajduje się tam cały kompleks plażowych restauracji z zimnym piwkiem i smacznymi rybkami.

Zwykle plaże znajdują się przy restauracjach i korzystając z nich trzeba wykupić leżaki. Koszt dwóch leżaków i parasola na cały dzień to 300-500 leków czyli 2-4 euro. Wszystko zależy od klasy restauracji/hotelu, miesiąca oraz widzimisię właściciela. Na ręczniczku można rozłożyć się na plaży publicznej, która znajduje się najbliżej miasta.

Czy jest czysto? A z tym różnie bywa – co jest normalne niestety, bo ludzie śmiecą. Nie jesteśmy idealnym gatunkiem i albo nam się zdarzy zakopać papierek po lodach w piasku, albo zostawić puszkę po piwku… butelkę po napoju… etc etc. Niedziela wieczorem nie będzie idealnym momentem na klimatyczne fotki na plaży, bo w weekend przewija się tam najwięcej ludzi. Plaża publiczna jest regularnie sprzątana, ale najlepiej jest jednak na plażach przy restauracjach, bo tam właściciele starają się sprzątać codziennie i dzięki temu naprawdę jest w porządku. Najciekawsze jest jednak dla mnie to, że leżaki nie są jakoś specjalnie chowane i zbierane z plaży na noc. Można dużo powiedzieć o Albańczykach, ale nie są wandalami – nie niszczą bez sensu dla samej przyjemności niszczenia.

Na koniec trochę zdjęć żeby lepiej wyobrazić sobie wakacyjny klimat 🙂

Summer Depo

Kalaja - Vlora

DSCN0114 DSCN0118

Tak często też wracam z centrum 🙂 Można kawałek iść deptakiem, a kawałek plażą. DSCN0125

DSCN0131 DSCN0134

 

Panowie każdego popołudnia rozkładali się na plaży 🙂DSCN0260 DSCN0265 DSCN0282 DSCN0588 DSCN0591 DSCN0738 DSCN0759 DSCN0762 DSCN0766 DSCN2206