CENNIK 2017 (sklepy)

Specjalnie dla Was przygotowałam uśredniony cennik produktów spożywczych w sklepach. W Albanii zakupy można zrobić zarówno w małych sklepikach jak i dużych marketach (SPAR, Conad, Big Market etc). Gdzie jest taniej? Z mojego życiowego doświadczenia wynika, że zależy od produktów, a czasem cena w dużym sklepie jest niewiele wyższa. Oczywiście w sklepikach w kurortach i blisko hoteli zwykle w sezonie ceny idą w górę. Pamiętajmy również, że ceny warzyw i owoców też są uzależnione od miesiąca!

Różnice w cenach najbardziej widoczne są między miejscowościami. Na wybrzeżu najdroższa jest zdecydowanie Saranda, gdzie ceny czy to w sklepach czy w restauracjach potrafią być nawet 20% wyższe. Pamiętajmy o tym czytając cenniki!

Przelicznik 1 euro = ok 135 leków

Produkty podstawowe

Chleb ok. 50-80 leków

Bułka ok. 10-30 leków

Serek topiony w plastrach ok.120-150 leków

Serek topiony w trójkątach (całe opakowanie) ok. 120-150 leków

Ser kackavall 600-1200 leków/ kilogram

Ser biały typu feta 400-1000 leków/kilogram

(sery są krowie-lopa, kozie-dhi i owcze-dele)

Wędlina (opakowanie) ok. 150 leków

Oliwki opakowanie ok. 160 leków

Mleko ok. 120-150 leków

Dhalle ok. 50-70 leków

Pasztet  ok.150 leków

Parówki (opakowanie 4 sztuki) ok 200 leków

Fergese lub ajvar słoik 750 gr ok 250 leków

Świeże ryby i owoce morza

Levrek ok 600-750 kg

Koca ok 800-1000 kg

Krewetki ok 800-1000 kg

Małże (w skorupkach, nieoczyszczone) 150-250 kg

Mięso

Cielęcina ok 750-800 leków/kg

Wieprzowina ok 550-600 leków/kg

Jagnięcina ok 700-800 leków/kg

Qofte opakowanie 350 g ok 100-150 leków

Warzywa i owoce

Pomidory w sezonie nawet ok 30-50 leków/kg, poza sezonem ok 60-80 leków/kg

Ogórki w sezonie nawet ok 30-40 leków/kg, poza sezonem ok 50-80 leków/kg

Arbuzy w sezonie nawet ok 10-20 leków/kg, poza sezonem ok 50 leków/kg

Melony w sezonie nawet ok 20-300 leków/kg, poza sezonem ok 50 leków/kg

Winogrona w sezonie nawet ok 20-50 leków/kg, poza sezonem ok 150 leków/kg

Alkohole

Piwo (Tirana, Korca etc)puszka 0,5l ok. 70-150 leków (zależy od marki)

Koniak Skanderbeg 600-800 leków (NIE WARTO SZUKAĆ TANIEJ! Mogą zdarzyć się podróbki) ARTYKUŁ O ALKOHOLACH!

Wino od 350 do 1200 leków (mówię o winach Albańskich, które są najczęściej półwytrawne) ARTYKUŁ O WINACH!

Papierosy 250-350 leków (zależy od marki)

Napoje

Woda 1,5 ok 100 leków/ Woda 0,5 ok 50 leków

Fanta/Coca cola etc 1,5 l ok 160-200 leków

CENNIK W RESTAURACJACH!

Winna Albania

Nie będę próbować udawać eksperta i wmawiać Wam, że znam wszystkie szczepy na pamięć i umiem jeszcze niczym sommelier kosztować winko. Przyznaję, że „coś tam” wiem, bo miałam okazję kilka lat obserwować miłośnika wina, ale i sama zaczęłam bardziej zastanawiać się co z czym i dlaczego. Pisanie tego tekstu było dla mnie pretekstem żeby dowiedzieć się w końcu czegoś więcej!

Continue reading „Winna Albania”

Sześćdziesiąt tysięcy czyli sezon 2016

Jesień nadeszła – trzeba odpowiednio zamknąć sezon i podsumować te cztery miesiące.

Cztery miesiące.

Szósty sezon.

Ponad sześćdziesiąt tysięcy Polaków, który przekroczyli granicę z Albanią w tym roku.

Dziewiąte miejsce wśród najczęściej wybieranych przez moich rodaków krajów na wyjazd wakacyjny. Continue reading „Sześćdziesiąt tysięcy czyli sezon 2016”

Pod albańskim aniołem

Ostatnio było o narkotykach 🙂

W związku z wejściem na ekrany polskich kin opartego na książce Jerzego Pilcha filmu „Pod Mocnym Aniołem” zaczęłam się zastanawiać jak wyglądałaby wersja albańska pijackiego monologu.

Jak piją Albańczycy? Jak się odnoszą do naszego swobodnego podejścia do alkoholu? Jakie są napoje wyskokowe w Albanii? Takie pytania również pojawiają się w moim turystycznym świecie. Padają m.in. w trakcie zakrapianych imprez, między jednym toastem a drugim. Często właśnie w obecności Albańczyków, którzy do samego picia alkoholu podchodzą spokojniej niż Polacy. Reagujemy na alkohol bardziej entuzjastycznie i nieraz dziwimy się zdystansowaniu tego przecież otwartego ludu z południa. Spokojnie- Albańczycy święci nie są i za kołnierz nie wylewają. Zabawa w mieszanym narodowościowo towarzystwie i tak w końcu zamienia się w gwarną imprezkę z pełnym emocji przybijaniem toastów. „Gezuar!” na jedną nóżkę! „Na zdrowie!” na drugą nóżkę!

My nasze „Hej Sokoły!”. Oni zamawiają następną kolejkę. Piwo się pieni i przelewa. Rakija znika. Wszyscy ruszają w tany i nagle okazuje się, że jest czwarta rano i przez całą noc trzymaliśmy kelnerów, którzy nie mają szans się wyspać. Rezydenci po wieczorach integracyjnych też ledwo rano powłóczą nogami i sączą dhall, który ma ukoić skołatane… nerwy. W ostateczności pozostaje kawa z… z rakiją właśnie. Pierwszy raz zaserwowano mi ją na pusty żołądek na samym początku mojego pobytu we Vlorze. O godzinie 9 rano. Nie mogłam nawet się skrzywić, bo musiałam ubijać interesy, więc pewna męska twardość była wskazana. Pobudza, nie zaprzeczę. Widziałam jak kilka osób postawiła na nogi, jak byli mocno wczorajsi. Jest połączeniem naszego swojskiego klina z elementem na wskroś bałkańskim. Z jednej strony egzotyka, z drugiej taka swojska i bliska.

Tak jak na całych Bałkanach najpopularniejsza jest raki/rakija. Słowo najprawdopodobniej pochodzi z arabskiego al-rak czyli słodki. Jednak korzenie samego trunku nie są znane i zwłaszcza Serbowie, Bułgarzy i Turcy spierają się o to kto „wynalazł” ten napój.
Turcy uważają, że to oni zaszczepili tradycje wytwarzania raki w trakcie trwania panowania Państwa Otomańskiego na tych ziemiach. Niezależnie od tego kto był ojcem, każdy naród swój specyficzny trunek posiada.

W Albanii jednak raki rrushi czyli rakija z winogron jest najpopularniejsza. Oczywiście mocna jak diabli i dla koneserów. Niektórzy twierdzą, że smakuje jak bimber i na samą myśl ich otrząsa. Pije się ją w większych kieliszkach lub wręcz w szklankach. Jednak nie „na raz” tylko sączy powoli. Polacy czasem zadziwiali tym, że potrafili przechylić całość w oka mgnieniu jak polską czystą. Nie tędy droga, bo można bardzo szybko spaść pod stół, a to jest źle widziane. Przede wszystkim raki potrafi mieć i 70%! Dlatego lepiej spokojnie popijać i podgryzać meze czyli zakąski w postaci qofte, sera, oliwek, czosnku etc. Można też najpierw zjeść obfitą kolację i dopiero zasiąść do picia.

A dlaczego takie swojski „upadek z dywanu na głowę” nie jest dobrze widziany w Albanii? Otóż Albańczycy uważają, że takie spicie się jest równoznaczne z utratą honoru.Czasem jest to traktowane poważniej czasem mniej, ale lepiej swojej twarzy nie kłaść na szali. Dotyczy to zwłaszcza wrażliwych na tym punkcie mężczyzn. Kobiety piją mało albo wcale. Raczej nie organizują sobie mocno zakrapianych imprez czy nasiadówek z koleżankami przy dużej ilości wina. A faceci – owszem potrafią w swoim gronie nieźle zaimprezować i to do godzin porannych.

Nigdy nie widziałam spitego w sztok Albańczyka. Często turyści się dziwią, że na ulicach nie ma pijaczków, którzy zaczepiają i ochrypłymi głosami mówią „Szefie poratuj pan złotóweczką!” Czy nawet takich idących do domów jakby śledzili węża. Znam mężczyzn, którzy z alkoholem mają problem. Jeden upija się sam na smutno i czasem nie kontroluje ilości spożytej w towarzystwie, drugi – staruch, który bez raki o poranku nie mógłby być „szarmancki”. I kilku pomniejszych.

Polskiej wódki znajomym już nie przywożę, bo dla nich przestała być ciekawa. Nie wpadają w jakiś zachwyt na czystą czy nawet żubrówką. Pewnie poprzednie butelki kurzą się na meblościankach. Jeśli już alkohole to nasze piwo, które bardzo sobie cenią.

W Albanii pije się – zwłaszcza latem – dużo piwa. Już wspominałam o mrożonych kuflach i lanym browarku. To jest kwintesencja wakacyjnego odpoczynku i ochłody. Najpopularniejsze browary to: Tirana, Korca, Kaon oraz Norga. Jest również kosowska Peja, która cieszy się również dużą popularnością.

DSCN0595 DSCN0771

Pisząc o alkoholach nie mogłabym nie wspomnieć o słynnym koniaku Skanderbegu! Jest to jedna z najpopularniejszych pamiątek przywożonych przez turystów. Bardzo dobry i tani (600 leków – ok 4,5 euro) koniaczek warto kupić czy dla siebie czy w prezencie. Nazwa pochodzi od największego bohatera narodowego Albanii.

Historia trunku sięga 1933 roku, kiedy włoska rodzina stworzyła recepturę prostego przetwarzania winogron. W roku 1957 rozpoczęto masową produkcję. Aktualnie firma produkuje nie tylko Skanderbega, ale również wina i raki.

Jak widać pijacka opowieść w Albanii byłaby zupełnie inna niż w Polsce.

Mikołaj też jeździ mercedesem

Święta Bożego Narodzenia nie są tak uroczyście obchodzone w Albanii jak w Polsce. Przede wszystkim wynika to ze struktury religijnej, gdyż katolików jest ok 10 %. Jednak Albańczycy doceniają komercyjny wymiar tego święta.

Tirana nie różni się od innych stolic europejskich w tym okresie. Są kolorowe światełka, jest choinka na głównym placu, jest jarmark świąteczny.

W Albanii nie podkreśla się symboli religijnych i cały nacisk świąteczny jest przeniesiony na obchody Nowego Roku. Nawet znany nam Święty Mikołaj w Albanii jest nazywany Dziadkiem Noworocznym. Oczywiście w Katedrze św. Pawła w Tiranie odprawiana jest tradycyjna msza święta, która gromadzi wiernych. Nie jest ona jednak centralnym punktem wiadomości. Życie toczy się swoim torem, a Boże Narodzenie nie jest najważniejsze.
Nie obyło się tez bez gafy. Bujar Nishani – prezydent pomylił święta. W oficjalnych życzeniach bożonarodzeniowych napisał świętowaniu… zmartwychwstania. Oczywiście media to podłapały, chociaż i tak potraktowały prezydenta dość łagodnie.

Inną świąteczną informacją z pierwszych stron portali to wiadomość o napadzie na sklep w Tiranie, którego dokonał… Mikołaj. Znany raczej z dawania niż odbierania symbol świąt wpadł uzbrojony do sklepu jubilerskiego, a po wszystkim odjechał szarym… mercedesem oczywiście.

Premier świętował z rodziną Aleksa Niki, który zginął w czasie protestów 21 stycznie 2011 roku. Jednak najważniejszym poruszanym w jego kontekście tematem jest budżet 2014 oraz tzw. studniówka rządów. Oczywiście w obu przypadkach znów możemy obserwować kłótnię między Ramą, a Berishą, którzy są głusi na apele o pokój na Świecie.

Na koniec trochę świątecznych nutek.

 

Piękna i przeklęta na wszystkich Kontynentach

Od zawsze z uporem maniaka śledzę wszelkie bałkańskie nowinki na polskim gruncie. Ostatnio zwłaszcza te dotyczące Albanii i jej powoli, ale widocznie rosnącej popularności. Już wielokrotnie rozdzierałam szaty nad tym tematem, bo sposób przedstawiania tego kraju wychodzi mi uszami… Teraz nie będzie inaczej niestety. Chociaż będę starała się również odnaleźć w tym wszystkim jasne punkty.

W czasopiśmie KONTYNENTY szumnie nazywanym magazynem podróżników, reporterów, pisarzy, fotografów.pośród zawstydzających profesjonalizmem i wysmakowanych zdjęć z bardzo dalekich i egzotycznych podróży pojawił się tekst o małym dzikim kraju. Okładka informuje nas, że w Albanii lepiej nie urodzić się kobietą, w środku oryginalny tytuł PIĘKNA I PRZEKLĘTA.

Wiem, że wychodzi ze mnie straszna zołza, kiedy zabieram się za teksty o Albanii. Dlatego zacznę od ważnej informacji. Autorka – Małgorzata Rejmer posługuje się doskonałym językiem. Już wcześniej zainteresowałam się jej książką o Bukareszcie. Pani Małgorzato… a może jednak Pani zostanie w Rumunii? Tak dobrze się Panią czyta, że aż głupio mi pluć jadem.

Gdybym nie widziała to bym nawet Pani uwierzyła.

Tekst jest skonstruowany wzorcowo łącząc zacięcie backpackersów z bagażem guru bałkańskiego pisania czyli Andrzeja Stasiuka.
Na początku warto popisać się znajomością literatury źródeł. Kadare otwiera tekst o błotnistym i na pierwszy rzut oka brzydkim kraju. Niestety nie odnajdujemy tu jakiejś głębszej analizy czy odniesienia do „Generała martwej armii”, który przygnębiał takim właśnie tłem. Nieważny kontekst, bo przecież już mkniemy czarnym mercedesem. Kierowca ma brodę, jest muzułmaninem, gada trochę od rzeczy, ale w gruncie rzeczy to dobry chłopina. Przerażona autorka na tylnym siedzeniu odkrywa sedno albańskiej duszy.

Jeśli tu jeszcze wieje zwykłą nudą to następny akapit wyda się być napisany zupełnie w innej rzeczywistości.

Restauracji takich jak opisuje autorka o nazwie Panorama jest na obszarze Riwiery Albańskiej przynajmniej kilka. Obstawiam dwie: jedna przy zjeździe z Llogary, druga nieopodal Himary i Porto Palermo. Kiedyś pewnie i do tego dojdę, ale z opisu nie wynika nic ciekawego. Ot knajpa nad przepaścią… nieważne, że widok bardziej piękny niż mrożący krew w żyłach. Nieważne, że wokół rośnie infrastruktura turystyczna. Jesteśmy nadal na rubieżach, gdzie dyskutują dwie kobiety pochodzące z lepszego świata.

Ciekawy jest opis samej drogi, która kilka lat temu została odnowiona. Nadal wiedzie nad przepaścią – to prawda, ale została zdecydowanie poszerzona i co więcej, w większości miejsc są barierki. Podobnie jak w przypadku miejsca, gdzie zdarzył się wypadek studentek z Elbasanu. Natomiast wraków samochodów więcej widywałam w Dalmacji niż na tej trasie…

Wiadomo – taka jest moda. Tak należy opisywać Albanię. Szef mi powtarza „Ważne, że mówią Izka!”

Może to prawda.

Nie lubię tekstów o wszystkim i o niczym. Ładna kreska, ale szkic koślawy. Może warto było się skoncentrować na mercedesach (brawo za dobry fragment o pragmatycznym wymiarze kupowania mercedesów) czy jak już trzeba na kobietach.

To jest temat rzeka. Temat, który próbuję dotknąć, ale w rzeczywistości mi się zawsze wymyka. Całkiem niedawno rzucił mi się w oczy nagłówek wywiadu z Dorotą Horodyską, o której wielokrotnie już w blogu wspominałam. Brzmiał mniej więcej tak „Wszyscy chcą czytać tylko o zaprzysiężonych dziewicach”.

Oczywiście w tym wzorcowym szkicu o Albanii tego tematu nie zabrakło. Został ujęty zgrabnie i elegancko. A później rozpoczął się melancholijny wywód, że ciężko jest być kobietą w Albanii. Dramatycznie podkreślony cytatem z Orneli Vorpsi.
To prawda faceci tam nie pomagają w domu, nie zajmują się dziećmi. Tak zostali wychowani przez… matki. Mężczyźni trzymają się razem, stanowią silną grupę, którą widać na ulicach.

Kiedy po raz kolejny gotowałam się, bo na drodze stanęła mi Albanka z całym stekiem złośliwości na ustach znajomy tylko się roześmiał. „Iza, czym ty się przejmujesz? Przecież to normalne, że kobiety się nawzajem nienawidzą!” Źródło problemu nie jest tylko w kulturze bałkańskiego macho. To jest problem, którego nie da się tak łatwo sklasyfikować, bo wiem z własnych obserwacji, że pięknym kobietom jest tak samo łatwiej w Albanii jak w innych krajach, a kwestia „kurestwa” nie jest kwestią atrakcyjności, a zachowania. Nie zauważyłam też żeby ktokolwiek pilnował swojego „wianka” z jakąś szaloną skrupulatnością.

W tej całej rozprawie, o kraju który nie istnieje chwilami uderzały dobre fragmenty, które żałowałam, że nie mogą być mojego autorstwa. Szkoda mi jednak powierzchowności. Szkoda, ze „gastroturystka Małgorzata Rejmer” nie napisała nic o świetnym jedzeniu. Żal, że w takim ładnym magazynie nie pojawiły się ładne zdjęcia ładnych miejsc z ładnej Albanii. Brzydka i zabłoconą znamy już wszyscy zainteresowani tematem. Czy to z Kadarego, czy z źródeł dużo, dużo słabszych.

 

Z życia rezydenta 4

Dziś ostatnia część moich wspomnień i dlatego wybieramy się na wycieczkę do Sarandy. Czas pośmiać się trochę z Albańczyków, których polscy turyści też potrafią zaskoczyć. Naród to niezwykle przyjazny, ale językowo znajdujący się na innej planecie. Język polski jest dla nich niezwykle egzotyczny i czasem mogą wynikać z tego powodu niewielkie nieporozumienia. Kiedyś opowiadając z entuzjazmem turystom w autobusie o albańskich drogach zostałam zapytana przez zaniepokojonego albańskiego kierowcę, dlaczego gadam tyle o…. narkotykach (alb. droga – narkotyk).
Wróćmy jednak do Sarandy, gdzie w trakcie wycieczki turyści mają czas wolny na deptaku. Miejscem zbiórki jest parking niedaleko ekskluzywnego hotelu Butrint.

Jednego razu panowało tam wielkie poruszenie! Wszyscy uczestnicy fakultetu pozowali i robili sobie zdjęcia przy plakacie wyborczym burmistrza Sarandy zanosząc się przy tym śmiechem. Po kilku chwilach również zaczęłam chichotać obserwując tą scenkę. Kierowca-Albańczyk nerwowo zerkał to na mnie, to na turystów. W końcu zapytał o co nam Polakom znowu chodzi? „Słuchaj ten wasz polityk nazywa się Stefan… Cipa, a to po polsku znaczy…” W ten sposób burmistrz Sarandy stał się najpopularniejszym albańskim politykiem, przynajmniej wśród Polaków. Natomiast przez pewien czas najpopularniejszym polskim słowem wśród moich albańskich znajomych stało się… no chyba wiadomo.