Theth

Na trasie do Theth znajduje się tablica upamiętnająca Edith Durham słynną badaczkę Bałkanów. Ostatnią wolą zmarłego niedawno albanologa Roberta Elsie było właśnie tam spocząć. Marubi poświęcił większość swego życia portretowaniu górali. Co takiego jest w górach albańskich, że człowiek się zupełnie zatraca?

IMG_20170801_161718

Droga do Theth

Żeby dojechać do Theth trzeba faktycznie być fascynatem, bo niektóre odcinki drogi pozostawiają wiele do życzenia. Początkowo wszystko jest super, gdyż od Shkodry aż po Boge wyasfaltowana trasa wiedzie wzdłuż szpaleru drzew, a później wśród kilku wiosek. Przed nami widzimy pierwsze majestatyczne szczyty. Wyrasta przed nami ściana gór, którą trzeba przejechać. Zaczynamy się wspinać na Qafe e Thores czyli na wysokość ok 1800 m. n. p. m. Trasa jest kręta, ale mniej więcej do szczytu przełęczy wyasfaltowana.

trasa1

Moja rada dla osób ze słabym autem lub nerwami – zastanówcie się czy pchać się dalej. Na pewno warto zobaczyć Theth, ale sama jechałam terenówką i widziałam auta osobowe, które dosłownie tłukły się z przerażonymi kierowcami za kółkiem. Jedynie sensowną prędkość osiągali tubylcy, a busiki to wręcz frunęły. Na tej trasie aktualnie nie ma asfaltu, kamienie strzelają pod kołami albo w inne auta albo w nasze podwozie. Jest malowniczo, jeśli bierzemy pod uwagę fakt jechania dość blisko krawędzi przepaści.

Po kilku kilometrach od szczytu przełęczy wjeżdżamy w las, więc mimo słabej nawierzchni jest jakby lepiej żeby przy samym wjeździe do doliny znów pokonać odcinek, na którym nasze sprzęgło i hamulce mogą się zagotować.

hdr

Jeśli nie chcecie zarżnąć auta – pojedzcie ze Szkodry busem. Można złapać go również na trasie, ale trzeba brać pod uwagę, że może być przepełniony. Opcją może być również jeep safari organizowane przez wiele biur. Koszt busa to ok 8 euro, natomiast przygoda jeepami to ok 70-80 euro/osoba.

received_877104565774628

IMG_20170801_170430
Droga do Theth

Jeśli jednak zdecydujecie się na samodzielną podróż ze Szkodry zarezerwujcie sobie przynajmniej 5 godzin. Przy ostatnich kilkunastu kilometrach można znieść jajko, bo człowiekowi wydaje się, że ta trasa nie ma końca.

IMG_20170801_155151

Theth

Theth jest miejscem naprawdę bajkowym, ale również już mocno komercyjnym. Jeśli ja miałabym wybierać miejsce pochówku – raczej wybrałabym Valbonę. Jestem jej absolutną fascynatką.

Z drugiej strony Theth sprawia wrażenie uwięzionego wśród gór. Jeśli spojrzymy na architekturę trochę jakby czas się zatrzymał – prawie wszystkie budowle są utrzymane w charakterystycznym stylu kamiennych domów pokrytych drewnianym gontem. Grzebiąc we wspomnieniach mój umysł zupełnie wykasował pozostałości komunistycznyne czyli tynkowane niskie domki magazynów. Moje wrażenie odcięcia tego miejsca od świata nie jest oryginalne, gdyż wspomniana Durhan tak właśnie Theth opisywała. Jednak od jej czasów w mentalności lokalsów zdążyło się dużo zmienić. Nic dziwnego, gdyż w 1937 roku otworzono pierwszą agencję turystyczną i Theth od razu stało się najważniejszym górskim kurortem. W 1956 roku w budynku hotelu otworzono nawet informację turystyczną.

IMG_20170802_081344

Nie ma słynniejszego widoku niż kościół oraz tzw. wieża odosobnienia. To będą obiekty, które rozpoznamy jeszcze nie będąc w samej dolinie. Trafimy do nich bez problemu, gdyż są doskonale widoczne z każdej w zasadzie części wioski. Charakteryzują to miejsce i mówią bardzo dużo o historii i zwyczajach panujących w całym regionie.

Po pierwsze głęboka tradycja katolicka, która charakteryzuje tą część Albanii. Po drugie kanun Leka Dukagjinjego i modny temat „zemsty krwi„, o którym pisałam nie raz. Po trzecie idea miejsca jednak niedostępnego, wręcz odludnego, gdzie żyją twardzi ludzie.

Kościół w Theth został zbudowany w 1892 roku i był jednym najważniejszych budynków w dolinie. Związany z postacią pierwszego rezydującego tam księdza Shtjefena Gjeçovi, który w 1912 roku stworzył tam pierwszą szkołę. Franciszkański kościółek został w czasach komunistycznych częściowo spalony, a później służył jako klinika położnicza. W latach dziewięćdziesiątych „synowie Theth” mieszkający w USA ufundowali jego remont.

kościółek

kościółek2

Wieża Nikoll Koçeku jest natomiast charakterystycznym dla regionu Bałkanów budynkiem mieszkalnym na bazie prostokąta z charakterystycznymi wąskimi oknami, przypominającymi strzelnice. Nie jest tak, że taki budynek jest związany tylko z „zemstą krwi”. Ta funkcjonalność została wprowadzona na stałe do kultury, bądź co bądź, już popularnej. Tak wyglądały kiedyś niektóre domy – ze względu na wysokość nazywane wieżami. Pozwalały schronić się rodzinie nie tylko w przypadku waśni rodowej, ale również ataku w czasach wojny. Dziś wokół można wypić zimne piwko i zrobić sobie zdjęcie z panem w tradycyjnym albańskim stroju, który za odpowiednią opłatą pokaże nam tajemniczą „wieżę odosobnienia”.

hdr
Kulla e ngujimit

Polecanym obiektem jest też Muzeum Etnologiczne znajdujące się w również w tego typu budynku nazywanym domem Lulasha Boshi.

Znalezienie noclegu nie jest specjalnie trudne, gdyż mam wrażenie, że każdy budynek to aktualnie pensjonat. Nie spodziewajmy się luksusów w kwestii zakwaterowania, ale jedzenie jest fantastyczne. Oczywiście mięsożercy będę wniebowzięci ze względu na jagnięcinę oraz koźlinę. Natomiast wegetarianie i nie tylko oszaleją jak ja na punkcie białego słonego sera, kiszonek (turshi) czy byrka. Pierwszy raz jadłam też zupę z dodatkiem mąki kukurydziane tzw. qulli. Można również spróbować pstrąga.

IMG_20170801_181742
Najlepsze żarcie 🙂

Droga na Błękitne Oko (Syri i Kalter në Kaprre)

O poranku, wzmocnieni serem z pajdą chleba (nie spodziewajmy się rozbudowanego szwedzkiego stołu) dość spontanicznie postanawiamy zobaczyć Błękitne Oko. Będąc bez przygotowania popełniamy pierwszy podstawowy błąd. Porzucamy nasze auto na szutrowej trasie, jedynie kilka kilometrów od wioski. Dalej postanawiamy maszerować.

Trasa na Syri i Kalter ne Kaprre dzielę na 3 etapy. Pierwszy to możliwa do pokonania autem szutrówka, wiodąca obok elektrowni, aż do granicy wioski Ndelysa. Ten odcinek jest uciążliwy, gdyż cały czas idziemy otwartym terenem przez co czujemy się jak na patelni. Następnie zaczyna się trasa, gdzie auto już nie wjedzie. Prowadzi od restauracji i wodospadu – nadal nasłoneczniona, ale później zamienia się w etap typowo górski, gdzie wchodzimy w zalesioną część. Ta część najtrudniejsza ze względu na podejścia, skały, kamienie i tak dalej, ale dla mnie osobiście najbardziej znośna, bo już nie w pełnym słońcu.

hdrhdr

Podsumowując: pierwszy odcinek Theth – Nderlysa jest żmudny i dość nudny. Jednak można z sytuacji wybrnąć, gdyż kursują tam busiki. Prawa rynku są nieubłagane i za kurs w jedną stronę zapłacimy nawet 10 euro. Od „wieży odosobnienia” do tego miejsca jest ok 5 km. Następnie cały odcinek do Błękitnego Oka to ok 3 km (mniej więcej 40 minut na piechotę).

hdrhdr

Samo miejsce podobnie, jak Syri i Kalter na południu to niewielki obszar. W tym wypadku nie mamy do czynienia ze źródłem, ale uformowanym przez rzekę zbiornikiem wodnym z malowniczym wodospadem.  Można napić się tam czegoś zimnego z „naturalnej lodówki” czyli kosza zanurzonego w lodowatym jeziorze. Odważni pływają, a tacy mniej moczą stópki.

hdr

received_877396305745454

Park Narodowy Theth ma naprawdę wiele do zaoferowania. Jego powierzchnia to 2630 ha. „Na trasie” jeszcze można zobaczyć niezwykłe formacje skalne uformowane przez Lumi i zi, kanion oraz wodospad Grunas oraz chociażby jaskinię Gumnari.

Przyroda oszałamia, trasa jest z widokowa, a historia tego regionu fascynująca. Z drugiej strony – jest to już produkt turystyczny. Może ze słabą drogą, ale mocno skomercjalizowany. Warto zobaczyć to miejsce, ale nie tylko żeby osiągnąć „efekt wow” na fotkach. Ta historia nadal czai się w murach kamiennych domów, a Elsie już na zawsze pozostanie jej częścią.

 

 

 

Dodaj komentarz