Jej Wysokość Albania

Tak naprawdę będzie to wstęp. Coś na zasadzie podsumowania pierwszego etapu mojego ostatniego wyjazdu, który wzbudził wiele fajnych emocji. W końcu udało mi się znaleźć trochę więcej czasu na podróżowanie. W sezonie też wykroiłam kilka dni na krótsze wypady, które na pewno posłużą za kanwę do kolejnych albańskich przemyśleń.

Drugą Edith Durham* nigdy pewnie nie zostanę, ale wolę podróżować w jej stylu niż łączyć punkty na mapie. Dlatego jesień i zimę wypełnię Wam opowieściami o miejscach i ludziach.

Góry Przeklęte znają wiele legend – sama ich nazwa pobudza wyobraźnie. Możemy usłyszeć o ojcu, który zabił córkę. O braciach, którzy zamordowali niewinnego człowieka oraz inne historie, w których trup sieje się gęsto. Każda z nich w tym surowym otoczeniu mogła się zdarzyć. Te wszystkie opowieści zostały stworzone na potrzeby złagodzenia historii tej przestrzeni.  Z jednej strony mamy dziką i niedostępną przyrodę, która mogła pokonać nawet najsilniejszego górala. Z drugiej był to teren bądź, co bądź niebezpieczny właśnie ze względu na „twardzieli”, którzy tam żyli i nie tak łatwo oswajali się z obcymi.

Piękne i przeklęte
Piękne i przeklęte

Legendy swoją drogą, a życie swoją drogą.

Jeśli chcemy przenieść się trochę w przeszłość i zaczynamy naszą podróż w góry od Szkodry (można się z niej dostać busem zarówno do Theth, jak promem pływającym po jeziorze Koman) warto odwiedzić Fototekę Marubi. Jest to miejsce, które przywraca fotografii odpowiednie funkcje. Nazwałam je osobiście „muzeum godności” ze względu na to, że Albańczycy są przedstawieni tam nie jak ciekawostki magazynów podróżniczych. W tradycyjnych strojach wyglądają arystokratycznie. Pięknie i majestatycznie. Należy pamiętać, że Marubi był Włochem, który uciekając z ojczyzny znalazł się w Albanii i założył drugie w Europie studio fotograficzne. Potrzebna jest chwila żeby pochylić się nad tymi fotografiami. Muzeum jest nowoczesne i przejrzyste – nic nie zakłóca nam spokojnej kontemplacji kolejnych twarzy, sylwetek i postaci. Zebrane tam fotografie to kawał albańskiej historii, którą później łatwiej nam oswoić. Wizytę w muzeum możemy potraktować jako wstęp do naszej górskiej podróży, gdyż ekspozycja pokazuję również mieszkańców tych najbardziej tajemniczych obszarów kraju. Ciekawe jest, że nie potrzeba było wiele żeby pokazać prawdę o czasach i obyczajach. Fotografie mogą stanowić dla nas drzwi do zupełnie innego postrzegania albańskiej rzeczywistości.

Muzeum Fotografii MARUBI
Muzeum Fotografii MARUBI

 

Porównując północ Albanii, z nadmorskim południem nie możemy przeciwstawiać sobie pojęć prawdziwej i fałszywej Albanii. Nie oszukujmy się, że wyjazd w albańskie Alpy będzie jak za czasów wspomnianej już Durham. W najpopularniejszych miejscach takich jak Valbona i Theth nie ma problemu ze znalezieniem fajnego noclegu czy miejsca z dobrym jedzeniem. Króluje agroturystyka i można mieć warunki zarówno hotelowe, jak również na poziomie schroniska. Możemy umówić się z lokalnym przewodnikiem, który nas przeprowadzi chyba najpopularniejszą trasą trekkingową Valbona-Theth (od strony Valbony podobno jest łatwiej, co dla leni takich jak ja jest informacją bardzo istotną). Lub pokaże inne ciekawe szlaki. Turystyka w górach ruszyła pełną parą. Tym lepiej dla nas – łatwiej nam będzie dotrzeć i podziwiać piękno tych rejonów. Na swojej trasie mijałam się ciągle z obcokrajowcami i chyba najbardziej rozbroiła mnie grupka wesołych „zachodnich” emerytek, które z kijkami twardo przemierzały dolinę Valbony. Później na kolacji dociekały czy ktoś dostał tu zawału ze względu na wysokość.

img_20161008_162042

Nawet jeśli nie będziecie mieli ochoty na chodzenie po górach – sama przeprawa promowa po Jeziorze Koman to dzika przyjemność. Nie trzeba chodzić, a krajobrazy przesuwają się jak w jakimś niesamowitym filmie przyrodniczym. Nie towarzyszy temu może głos Krystyny Czubówny opowiadającej o Głuszcu Zwyczajnym, ale przy dźwiękach muzyki całkiem popularnej można też wczuć się w klimat. Zwłaszcza, jeśli oprócz turystów na moim promie znalazły się autochtonki, które słysząc „Vallja e Rugoves” zaczęły beztrosko tańczyć.

Można zrobić, jak moje dwie towarzyszki podróży, z którymi dzieliłam miejsce na promie. Okazało się, że dziewczyny są z Polski** i miały w planach za niecałą godzinkę od przypłynięcia do brzegu wsiąść na ten sam stateczek i później wrócić do Szkodry.

Lub jak para z Niemiec można wynająć przewodnika i dotrzeć do doliny Valbony, a później do Theth. Z resztą z ich przewodnikiem – Leką złapaliśmy w podróży promem bardzo fajny kontakt. Pomógł załatwić nocleg, bo okazuje się, że do Valbony bez rezerwacji noclegu  normalny turysta się nie wybiera. Ten brak miejsc noclegowych na zawołanie świadczy jednak o tym, że turystyka trzyma się tam mocno.Leka przegonił nas po górach, a z sympatyczną parą Niemców wymienialiśmy się niewybrednymi dowcipami o 1939 roku.

Jezioro sztuczne, ale przyroda prawdziwa.
Jezioro sztuczne, ale przyroda prawdziwa.

img_20161008_101034img_20161008_101811

Co się tyczy albańskich gór to są przepiękne jesienią. Sam Leka mówi, że latem dolina Valbony bywa, jak patelnia. Nie będę niczym Orzeszkowa częstować Was ciężkawymi opisami przyrody – na szczęście mogę Wam pokazać kilka pięknych ujęć. Mam na pewno plan wrócić tam wiosną i przekonać się czy moje wyobrażenia o budzącej się do życia przyrodzie są bliskie rzeczywistości. W październiku, a nawet jeszcze w listopadzie tamte rejony można spokojnie odwiedzić – chociaż niekoniecznie musimy trafić na idealną pogodę. Na szczytach widać już śnieg. Jest rześko, a chwilami po prostu piździ jak w kieleckim (wiem coś o tym). No tak… jesteśmy w górach. Jest jednak na to sposób – każde szanujące się gospodarstwo ma porządny piec i dobrą raki.

Oczywiście ta historia nie może się obyć bez wspomnienia wieczoru „przy wesoło trzaskającym ogniu” w kominku oraz biesiadzie. Menu oczywiście konkretne czyli koźlina, jagnięcina, turshi (ichnie kiszonki: kapusta, pomidory, papryka) oraz pastice (rodzaj zapiekanki z ciasta podobnego jak lasagna). Wszystko eko, bio i pycha.

Valbona wydaje się odcięta od świata. W rzeczywistości z pobliskiego Bajram Curri możemy spokojnie wydostać się i kontynuować podróż. Ale uwaga! Najlepsza trasa wiedzie przez Kosowo – dlatego pamiętajmy o paszportach. Większość busów woli przejechać do Gjakove  i później odbić do autostrady i znów wjechać do Albanii. Później prawie do samej Tirany jedziemy popularną „rruga e Kombit”, więc i widokowo i jakościowo bajka.

Moją podróż kontynuowałam właśnie tak, ale zanim znalazłam się na słynnej autostradzie minęło kilka dobrych dni. Ale Kosowo to osobny rozdział tej opowieści 🙂

 

[Jeśli chcecie jechać w albańskie góry – dajcie znać 🙂 Pojechałam tam również dla Was przetrzeć szlaki! ]

*żyjąca na przełomie XIX i XX wieku brytyjska podróżniczka, malarka i pisarka i albanolożka.

**Dziewczyny! Nawet się sobie porządnie nie przedstawiłyśmy! Jeśli to czytacie napiszcie maila jak Wam było w Albanii!!! Plizzz!

9 thoughts on “Jej Wysokość Albania

  1. Byłam dwa lata temu w Albanii i jestem nią zauroczona. Obiecałam sobie, że jeszcze chociaż raz tam wrócę. Śledzę Twoje poczynania i artykuły i podziwiam. Myślę, że na wiosnę postaram się skompletować grupę i pojechać z Tobą na ciekawe zwiedzanie. Jestem zainteresowana propozycją dla grupy osób. Pozdrawiam

    Lubię to

  2. Też pociąga mnie Albania- a ja jestem typem nie turysty, a podróżnika i bardzo interesowałoby mnie życie wioskowe. Czy tam można się dogadać w jakimś innym języku niż albański? Wiem, ze Albańczycy znają bardzo dobrze włoski, ja znam hiszpański więc może by się udało 😀

    Warto chyba zdać sobie sprawę z tego, że Albania będzie za kilka lat tak skomercjalizowana jak teraz Italia.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s