Sen o potędze

 

Lubię być pierwsza.

Bunk’art jest miejscem, o którym pierwsze wzmianki pojawiły się już 2 lata temu. Próbowałam tam wejść – okazało się, że był otwarty raz i to zupełnie okazyjnie. Miejsce to traktowałam mocno obsesyjnie, bo chciałam być pierwsza.

W maju spełnił się mój sen o potędze. Muszę przyznać, że jeszcze przed sezonem przez przypadek skontrastowałam dwa miejsca będące symbolem komunistycznego reżimu. Jedno znane mi od dawna (Gjirokastra) oraz świeżynkę czyli wspomniany już Bunk’art.

Gjirokastra jest miejscem, które jednak bardziej kojarzy się z twierdzą, listą UNESCO i klimatycznymi uliczkami. To właśnie tam urodził się Enver Hoxha, osoba z którą automatycznie kojarzy się historia najnowsza Albanii. Ciekawe dla okresu komunizmu są trzy punkty: dom Hoxhy, muzeum znajdujące się na twierdzy oraz mały lokal przy hotelu SOPOT. Jeśli zapytamy przeciętnego mieszkańca „miasta srebrnych dachów”, gdzie znajduje się dom, w którym urodził się dyktator zwykle napotkamy wzruszenie ramionami. Jak zapytamy o muzeum etnograficzne to jest już lepiej. Możemy liczyć na pomoc. W przypadku słynnego ziomka ludzie są bardziej podejrzliwi. Dopiero, gdy konfidencjonalnie zapytamy właściciela wspomnianego już lokalu o „Komandante” możemy liczyć na wypowiedziane szeptem słowa „A pytasz o naszego legendarnego komandante?”. Później starszy Pan uśmiechnie się rozbrajająco i powróci do roli gospodarza, który w delikatnych aluzjach przemyci co jakiś czas kilka słów o „wujaszku”*.

Muzeum w Gjirokastrze nie jest już tak subtelne. Cele więzienne są zimne, wilgotne i przerażające. Jednak opatrzone opisami jeszcze z poprzedniej epoki, podkreślającej jedynie zbrodnie jakich w tym miejscu dokonywała władza króla Zogu. W Muzeum Uzbrojenia odręcznie wykaligrafowane tabliczki nie tylko opisują jaki rodzaj broni możemy podziwiać. Każde zdanie zaczyna się tam od słowa TROFEUM. Zawsze jak stoję z turystami pod monumentalnym pomnikiem nieznanego żołnierza na twierdzy to opowiadam o nostalgii. Może ta nostalgia właśnie, jakiś sen, który kazał udowadniać całemu światu potęgę komunizmu sprawił, że u stóp tego wielkiego i zapewne bohaterskiego w swojej kamiennej postawie chłopa ktoś postawił maleńki włoski czołg marki Fiat. Przecież nasz postument mógłby zgnieść tą „zabaweczkę.”

 

Ekspozycja w Gjirokastrze na pewno jest warta wizyty, chociaż sposób ekspozycji przypomina szkolne akademie ku czci. Bunk’art jest już miejscem na wskroś innym. Nowoczesnym w swoim przekazie. Na pewno jeszcze niepełnym. Nieskończonym. Ciągle „under construction” tak jak cała idea myślenia o komunizmie w Albanii. Mi osobiście wydaje się, że nasze polsko-polskie wojenki dotyczące dekomunizacji są obecne w naszych życiorysach niezależnie od pokolenia. W Albanii moi rówieśnicy nie do końca przejmują się tym co było. Starsze pokolenie opowiada swoje historie bez większego zaangażowania. Są łzy. Jest poruszenie. Jednak w kwestii debaty publicznej temat raz na jakiś czas wypływa, a później gaśnie i życie toczy się dalej. Tęsknota za ładem i porządkiem czasów Hoxhy istnieje. Mniej jest we wspomnieniach dzieciństwa dyktatury, więcej biedy i pierwszych społecznych doświadczeń, które znane są nam wszystkim.

Kiedy pierwszy raz wylądowałam w Bunk’art zastanowiły mnie gadżety tam sprzedawane. Zwłaszcza koszulki z „cytatami” Hoxhy. Oczywiście te cytaty to ściema i czysty marketing. Przyznam, że uśmiechnęłam się do koszulki „Byłem tu – Enver Hoxha”. Później znalazłam się w najbardziej zimnym miejscu jakie dane mi było oglądać. Położonej pod ziemią u stóp Dajiti plątaninie korytarzy. 106 pomieszczeń. 5 poziomów. Sen o potędze. Podszyty strachem lat siedemdziesiątych. Hoxha w swojej komunistycznej skromności nosił w tamtych czasach prochowiec i czarny kapelusz. Ze swoim szerokim uśmiechem na chudej twarzy wyglądał faktycznie jak wujaszek. Pokazywał jednak niczym paw betonowe piórka bunkrów. Chciał ochronić siebie, aparat oraz lud przed atakami, z każdej możliwej strony. Tulił swoje dzieci tak mocno, że umierały z braku tlenu. Klaustrofobia, która towarzyszy wejściu pod ziemię dobrze ukazuje jedna artystyczna instalacja Bunk’art. Artysta wyświetla na ścianie jednego z pomieszczeń okno, których w bunkrze nie miało prawa być. Okno podziurawione. Okno bardziej przerażające niż pozwalające opanować klaustrofobie. Hohxa zamknął wszystkie okna ze strachu przed zbłąkanymi kulami swoich dawnych przyjaciół. Wojna jest jednym z naszych największych lęków. Ale czy brak wolności nie jest równie przerażający?

Na pewno polecam wszystkim Bunk’art ze względu na materiały tam zgromadzone. Pokój Hoxhy, gdzie Albańczycy fotografują się w komunistycznym geście pięści uniesionej dumnie na wysokość głowy. W kącie wisi słynny prochowiec i kapelusz. Później możemy zobaczyć całe archiwum propagandy świetnie zestawione ze zdjęciami procesów, bunkrów i strachu.

Na koniec trafiamy do Sali Zgromadzenia, gdzie rząd miał mieć posiedzenia. Wszyscy siadamy wygodnie na fotelach. Akustyka tej sali doskonale przyjmuje słowa o kraju, gdzie nie było Boga. Kraju, gdzie nie można było kochać swoich dzieci. Kraju, gdzie system dyktował nam kogo mamy kochać. A może lepiej rzec: kogo kochać nie możemy.

Był tylko sen o potędze.

*Albańczycy nazywali/nazywają Hoxhę „xhaxhi” czyli wujek

 

 

 

 

One thought on “Sen o potędze

  1. „W Albanii moi rówieśnicy nie do końca przejmują się tym co było.” Również wielokrotnie się z tym spotkałem, ale mnie się to podejście podoba.

    Nie słyszałem o tym więzieniu, następnym razem muszę się tam wybrać 🙂

Dodaj komentarz