Amsterdam Express

Znów byłam w Amsterdamie i znów pojawił się w mojej głowie temat dość kontrowersyjny. Narkotyki już były. Dziś zajrzymy do Dzielnicy Czerwonych Latarni. Moja wizyta w liberalnym raju zachodniej Europy zbiegła się również z premierą albańskiego filmu „Amsterdam Express”.

Film jest koprodukcją albańsko/ holendersko/ brytyjską i wzbudza dość duże kontrowersje. Głównie ze względu na tematykę, gdyż znów na światło dzienne wyciągany jest temat albańskiej mafii i handlu żywym towarem. Nie ma co się oszukiwać, że na Albanii nadal ciąży piętno przestępczości bardzo dobrze zorganizowanej. Albańska mafia razem z Serbską były uznawane swego czasu za najsilniejsze na Bałkanach. Z resztą nie działały tylko na tym obszarze, ale ich macki rozprzestrzeniały się na cała Europę. Ciekawe jest to, że mimo waśni politycznych te dwie mafie bardzo często ze sobą współpracowały. Takie działanie ponad podziałami. Legenda głosi, że mafia pruszkowska nie chciała mieć z nimi nic do czynienia. Jednak to wszystko to już tylko mgliste wspomnienia potęgi…

Badania z 2009 roku pokazały, że siła albańskiej mafii jest jednak wyolbrzymiona i przestępczość wśród Albańczyków w krajach zachodniej Europy rok rocznie jest coraz niższa. Dodajmy do tego przemiany społeczne, które zachodzą w samym kraju i które powodują, że znaczenie i widoczność mafii w samej Albanii stają się coraz słabsze.

Zapytałam o mafię Albańczyka, który najpierw ściemniał i ściemniał, aż w końcu powiedział, że na przełomie wieków owszem mafia we Vlorze była widoczna. Ale teraz mafiozi działają już na innych zasadach i same struktury bardzo się zmieniły. Nazywa się ich biznesmenami. Czyli w sumie tak jak wszędzie 😉

Albańczycy nie lubią tematu mafii, bo to kolejny stereotyp, z którym nie chcą być kojarzeni. To jedno. Poza tym o takich rzeczach się po prostu nie rozmawia. To jest taki trochę tajemniczy świat, który jest w podziemiu i faktycznie zupełnie nie dotyczy turystów. Przez wszystkie lata nie zdarzyło mi się żadna sytuacja, którą mogłabym skojarzyć z mafią. Gorszym problemem w Albanii jest moim zdaniem korupcja, która sprawia, że systemy mafijne tak naprawdę trzymają się w strukturach administracyjnych czy w szeregach policji, która bardzo lubi dorobić sobie na drobnych łapówkach. Podobnie rzecz wygląda na granicach, gdzie często za szybki „transfer” trzeba zapłacić i to nie tylko po stronie albańskiej. Czarnogórcy czy Serbowie też uwielbiają pobierać „bakszysz”.

Z wątków polskich oprócz studentów przemycających marihuanę w butli turystycznej pamiętam historie aresztowanej we Włoszech pary, która  przemycała narkotyki i zajmowała się ich rozprowadzaniem. Byli to Albańczyk i Polka.

W ogóle w słonecznej Italii, gdzie tradycja mafijna jest bardzo bogata temat wpływu Albańczyków na jej struktury to osobna i bardzo głęboka kwestia. Jedna z teorii mówi o tym, że wspomniany przeze mnie już Kanun czyli prawo zwyczajowe, które razem z emigrującymi Albańczykami trafiło do Włoch miało ogromny wpływ na kodeks mafiozów. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że włoską mafię stworzyli właśnie potomkowie Skanderbega.

Wróćmy jednak do Dzielnicy Czerwonych Latarni. Oprócz narkotyków i broni Albania była znana z handlu żywym towarem. Różne źródła wspominają przede wszystkim o handlu kobietami z takich krajów jak Bułgaria, Macedonia czy Mołdawia. Sytuacje z „Uprowadzonej” czyli porywanie turystek czy to na terenie Albanii czy innych krajów są raczej barwnym wymysłem Hollywood. Zasada jest okrutna, ale nie pozbawiona logiki. Zmuszane do nierządu były kobiety z biednych krajów, o które nikt nie dba, o które nikt nie będzie pytał. Stąd u nas na głównych drogach tyle Ukrainek oraz Białorusinek, które też nie są przecież w Polsce dla przyjemności…

Jak pierwszy raz jechałam jako rezydent z grupą do Vlory jakiś genialny kierowca wrzucił właśnie film „Uprowadzona” do odtwarzacza. No cóż – popkultura rządzi się swoimi prawami i Marko z Tropoii będzie pojawiał się w pytaniach turystów chyba zawsze. Obok Matki Teresy to najbardziej znany Albańczyk.

Przypomnijmy sobie na koniec ten klasyk 🙂

 

 

 

2 thoughts on “Amsterdam Express

  1. „Ukrainek oraz Białorusinek, które też nie są przecież w Polsce dla przyjemności…” – a tu się mylisz. Są dla przyjemności. Tyle, że męskiej.

    Współpraca mafii albańskiej i serbskiej każe z optymizmem patrzeć na dalszy rozwój sytuacji w Kosowie. 🙂

Dodaj komentarz