Feel the flow… wspomnienia z podróży II

Albania różni się od Kosowa.

Oczywiście wszystko przenika się i miesza. Kotłuje w wiecznym bałkańskim tańcu. Każdy „Bałkaniec” ma na twarzy piętno Imperium Osmańskiego. Gdzieś w ciemnych oczach, rysach, czarnych włosach… sama nie wiem. Mieszkańcy wszystkich krajów półwyspu mają w swoich twarzach specyficzną melancholię i zaciętość. Dzikość, mocny zarost i mocny makijaż. Nawet jak się śmieją to ich oczy jakoś tak diabelsko błyszczą szaleństwem, które w każdej chwili może wybuchnąć i stać się zarzewiem kolejnego konfliktu. Te ich wojny paliły już nie raz nasz kontynent. Nie raz rozbudzały cały świat, który zastygał w oczekiwaniu jakiejś nieopisanej katastrofy. Katastrofy, która objawiała się na tym obszarze zapomnianym przez Boga, a zarazem przez Boga tak dopieszczonym.

Poprzedni wiek nie był łaskawy. Jugosławię rozdarła wojna, natomiast Albania wpadła w szpony straszliwego totalitaryzmu. Jak już uciekli z pod jarzma też nie działo się dobrze… ale chyba w końcu wyjdą na prostą. Oczywiście jak oświecona Europa im pozwoli.

Albania powitała mnie deszczem…

Granicę przekroczyliśmy bez najmniejszych problemów i kontynuowaliśmy podróż naprawdę świetną trasą. Widoki jak przystało na kraj kontrastów zaskakiwały moich towarzyszy podróży. Góry i opuszczone postkomunistyczne budynki, które przerażały brakiem szyb. Miejsca, które zupełnie nie zaadaptowały się w nowych realiach. Symbolem tego upadku poprzedniego systemu zdecydowanie może być piramida Hoxhy, która straszny w samym centrum pędzącego w stronę kapitalizmu miasta. Albania nie wie co zrobić z  komunistycznymi wspomnieniami, ale właśnie swoja nieporadnością bardzo poprawia nastrój przybyszom z tej lepszej Europy. Chociaż trzeba przyznać, że centra handlowe mają tak samo bezduszne jak i w Polsce. Marki te same, chociaż znajdziemy też dużo niepopularnych u nas włoskich produktów. Buty i torebki z mojej perspektywy godne westchnień. Z resztą moje ukochane buty przywiozłam z Albanii właśnie i boję się, że kiedyś po prostu rozpadną się, gdzieś w podróży.

A Vlora zimą jest zaspana. Od zatoki wieje i wilgoć wdziera się wszędzie. Widać ten melancholijny rys jeszcze wyraźniej na albańskich twarzach. Wszyscy znajomi powtarzają, że zima to straszna nuda. Pogoda jest, ale nie ma komu jej doceniać, gdyż miasto jest w letargu. Albania zimą wydaje się nieprzyjazna – niezwykle hermetyczna. Brak kolorów sprawia, że zdaje się być narysowana grubą kreską, która może wzbudzać niepokój. Na pewno nie poddaje się łatwo obserwacji. Myślę, że fajnie się czasem zatrzymać i zastanowić, a nie w kółko powielać jakieś schematy. Nabrać dystansu.

Dobrze jest znaleźć knajpę przy porcie, gdzie pan w zaplamionym żółtym golfie będzie podawał nam najlepsze ryby na świecie. Przygotowane tak, że nie powstydziłaby się ich najbardziej wypasiona restauracja.

Dobrze jest spojrzeć na gruzowisko pozostałe po hotelach, które nie miały zgody na budowę i stwierdzić, że teraz z każdego punktu deptaka będzie widać morze i Vlorę w pełnej krasie.

Dobrze też trochę się zasmucić, że pośród tych gruzów legła również knajpka z pyszną jagnięciną lub miejsce, które pamiętało się ze względu na jakiś niewiele znaczący dla ludzi drobiazg. Jeżeli reagujemy na coś żywiołowo i osobiście to znaczy, że jesteśmy na swoim miejscu.

Albania powitała mnie deszczem… żeby później rozpogodzić się i zażartować „Tylko Cię sprawdzałam! Jesteś nasza.”

1004092_10152030163212737_1085928652_n 1013308_10152030162727737_1144206418_n 1546207_10152030163402737_923888230_n 1654277_10152030162927737_998061081_n 1794592_10152030163267737_1898797294_n 1796541_10152030163567737_1025618018_n

2 thoughts on “Feel the flow… wspomnienia z podróży II

  1. Dzięki za nowe zdjęcia, strasznie mi się tęskni za tymi widokami. Moje wspomnienia z wakacji są wtedy wciąż aktualne. Do zobaczenia 🙂

Dodaj komentarz