Wieczór powszedni

Do Vlory powracają upały. Przez chwilkę było trochę „chłodniej” czyli nadal powyżej trzydziestu stopni, ale wiał wiatr i plażowanie było przyjemne. Co więcej nawet jednego popołudnia spadł deszcz! Wzbudziło to trochę lęku w nowo przybyłych turystach, ale obiecałam super pogodę od rana i słowa dotrzymałam. Zaraz po śniadaniu wszyscy uzbrojeni w parasole i ręczniki powoli zmierzali na plaże. Większość na najbliższą piaszczystą, gdyż wystarczy przejść przez ulice i już jest się na miejscu. Opcja dla spacerowiczów również jest, gdyż piaszczysta plaża ma ponad 2 kilometry. Później zaczyna się Morze Jońskie i plaże żwirowe, kamieniste. Przede wszystkim „zatoczkowe”, kameralne i położone przy restauracjach. Tam pełno jest klifów i skałek z których skaczą dzieciaki. Nazwani przez turystów w zeszłym roku ‚Makakami” faktycznie mają w sobie coś z małpiej zręczności. Chociaż wśród nich niejednokrotnie dostrzegałam turystę w sile wieku, który chciał chyba przypomnieć sobie lata młodzieńcze. Było w tych zachowaniach coś z męsko-chłopięcej rywalizacji na widok której żony zwykle głośno wzdychały i machały ręką.
Wieczorem lubię rozchodzić się na deptaku. Wśród wzbierającej rzeki ludzi spotykam znajome twarze. Już opaleni i po sjeście opowiadają o plażowaniu i nowo odkrytych miejscach w pobliżu hotelu. Często nadziwić się nie mogą skąd nagle na ulicach tyle ludzi! Miejscowi oraz turyści spędzają czas spacerując ramię w ramię nad morzem lub na bulwarze Ismaila Qemalego. Knajpki zaczynają się zapełniać, grupki chłopców i wystrojonych dziewczyn zaczynają polować na siebie nawzajem spojrzeniami i śmiechem.  Pachnie kukurydzą i grillem. Na ulicy rozkładają się ludzie z podróbkami perfum, ubrań… ogólnie z podróbkami wszystkiego. Facet zawija ziarenka słonecznika w papierowe rożki i sprzedaje obok jakiś już mocno roztopionych batoników. Plastikowe klapki i pamiątki z muszelek lub obklejonych piaskiem butelek i innych gadżetów.

Wszystko gaśnie powoli ok dwudziestej trzeciej, chociaż zwłaszcza w weekend do późnych godzin nocnych słychać muzykę i w restauracjach zawsze kilka stolików jeszcze jest zajętych.

Później na balkonach hotelu słychać od czasu do czasu silnik jakiegoś auta i kumkanie żab.

image008 image001 image002 image003 image004 image005 image006 image007

One thought on “Wieczór powszedni

  1. Takie powolne klimatyczne wieczory są najcudowniejsze. Pięknie to opisałaś, przywołałaś prawdziwy albański wieczór. A zapach pieczonej kukurydzy już na zawsze będzie mi się kojarzył z Albanią i Kosowem 🙂

Dodaj komentarz